Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śliwki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śliwki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 września 2014

Ostatnie w tym roku...

Przyniosłam do domu ostatnie w tym roku słoneczniki. Żółte, pogodne, ciepłe...
Wyplątałam z malin pachnące kwiatki groszku, ostatnich, to na pewno...
I jeszcze śliwki węgierki - też ostatnie! Właśnie bulgoczą na gazie zamieniając się w smakowite powidła.

Chyba czas otworzyć nowy sezon pod tytułem JESIEŃ:)






... w sklepach kuszą piękne wrzosy i kępy kolorowych chryzantem. Chyba się skuszę!:)

sobota, 9 sierpnia 2014

Kolejny słoik do kolekcji...


Jak wiadomo na Kwiatowej można znaleść sporo szkła i cyny... 
Wiadomo też, że kolekcja ta będzie przyrastać bo Miastowa (jak zwykle!) nie może się oprzeć kolejnej kształtnej butelce czy cynowej misce, nowej lub starej, nieważne;):) 
Wczoraj kupiłam kolejny słoik. Fajny jest!
Będzie służył do wszystkiego - przechowa świeczkę, otuli kwiatek lub tak jak na zdjęciu schowa sporą garść śliwek... 

W towarzystwie śliwek - Antoś, a w towarzystwie Antosia - floksy :) Lubię te kwiatki bo kojarzą mi się z babcinym ogródkiem, tak dobrze i ciepło...

Uciekam robić ciacho ze śliwkami i kruszonką... a może  pawłową bezę?  
Fajnego weekendu życzę!:)






poniedziałek, 28 lipca 2014

Śliwki w natarciu

To z pewnością jest rok śliwki.
Przy wejściu do ogrodu i tuż przy tarasie rosną sobie stare śliwki węgierki. Prawdziwe, pyszne, z powykrzywianymi ze starości gałęziami... Zostawiliśmy je nie licząc na wielkie zbiory, zadecydowała raczej nostalgia i sentyment:) W zeszłym roku zrywaliśmy pojedyncze sztuki. 
A w tym jest tyle śliwek, że musieliśmy podwiązać gałęzie żeby się nie połamały pod ciężarem owoców! 
Za-trzę-sie-nie!:)
Oczywiście część opadła bo biedne drzewa nie byłyby w stanie odchować wszystkich zawiązanych owoców ale i tak pozostaje ich duuuuużo:) Będą powidła znaczy się!:):)
Żeby nie było jednak zbyt różowo, miałam też okazję poznać inne aspekty bujnego owocowania drzew - pszczoły!
Bzyczą aż miło w koronie drzew ale pojedyncze są też obecne na śliwkach, które opadły na ziemię... Biada temu, kto wyskoczy do ogrodu bosą stopą! 

... są też tacy, którzy mają szczęście mimo obuwia:P 
Leciałam sobie w sandałkach i tak umiejętnie stanęłam częścią stopy, że trafiłam  prościuteńko na pszczołę... Paliło jak diabli!;)

Ktoś wie czy jak się wdepnie w ...pszczołę to ma się szczęście? Dużo szczęścia?:):)

Wieczorem zerwałam wyłowione spomiędzy pomidorków koktajlowych (miały być karłowate a są giganty!:P) wijące się kwiaty groszku... Pachną pięknie, niech idą do domu:)




Jedna z gałęzi śliwki... zdjęcie i tak nie oddaje ilości;)


I widok z tarasu - mimo podwiązania gałęzi wiszą one tak nisko, że musimy torować sobie drogę;) Stoliczek z krzesłami stoi tu raczej z przyzwyczajenia bo siedzieć się przy nim nie da... Tylko dzieci się mieszczą;)
Teraz jest cień tworzony przez śliwki ale wcześniej było to miejsce pięknie doświetlone zachodzącym słońcem, idealne na popołudniową kawę...
Pozostaje nam więc taras lub schody przed domem - tak, uwielbiam pić kawę na schodach!:):)





sobota, 14 września 2013

Dynia, śliwki i początki jesieni

Po pierwsze dynia. I zupa dyniowa uwielbiana przeze mnie do tego stopnia, że przez cały sezon mogę jeść ją codziennie. A czasem nawet poprawiam na dwa razy dziennie;)

Po drugie śliwki. Kupiłam dzisiaj węgierki, zaraz idę do kuchni po garnek z grubym dnem, będę smażyć konfitury. Uwielbiam jak ich słodki zapach wypełnia kuchnię! Nie lecę hurtem z setką słoików, po kilka słoiczków z każdego owocu wystarcza mi zupełnie. Mam już słoiczki pełne truskawek, wiśni i borówek, stoją maliny a teraz dołączą śliwki... damy radę w sezonie jesienno - zimowym;):)



Pomalutku ocieplamy dom. Mech z gliną, który uszczelniał łączenia belek znikł niemal całkowicie, zamiast niego ziały gołe szczeliny. Zimą byłoby ziiiimno. I w szlafmycy trzeba by spać;)
Po przestudiowaniu setek opisów domów drewnianych i opowieści ich właścicieli doszliśmy do wniosku, że najlepsza u nas będzie metoda barbarzyńska - pianka i glina. Sam warkocz uszczelniający nie sprawdziłby się bo dziury są przeróżne - od takich mini po giganty. Nie sposób upchać warkocz tak idealnie by zapchał wszystko i osłonił od wiatru. Mech też nie wszędzie dojdzie. Glinka jest ok ale konia rzędem temu, kto zaklei dokładnie milimetrowe szczeliny manewrując między belkami;) Skoro kilku fachowców podziękowało to podziękowałam i ja;)
No więc pianka już jest i w domu cieeepło. Wystarczy ugotować dyniową (kolejną:P) i jest ciepło jak w uchu. Teraz polecimy z gliną.

W czasie zapychania dziur konieczne było solidne przycięcie dzikiej róży. Wyszłam do domu, żeby na to nie patrzeć;)  Mam cichą nadzieję, że pięknie odbije na wiosnę i znów zarosną okna:)
Z garści różanych owoców zaplotłam różany sznurek. I wisi w kuchni. Fajnie wygląda!
A ziołowa skrzynka posłużyła za całkiem udany wrzosownik.

I jak tu nie lubić jesieni?:)





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...