Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zima. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 stycznia 2016

Styczeń, śnieg, mróz… zima! Oraz zimowe DIY;)

Od kilku dni na Kwiatowej konkretna zima - najpierw przymroziło do -17 stopni a dzisiaj jeszcze pięknie przyprószyło śniegiem. Na sankach nie da się jeździć ale dla oka to miła odmiana po ostatniej szarówce.

Dziś rano zrobiłam sobie kawę, siadłam do komputera i tęsknym okiem spoglądnęłam na biel za oknem... O  nie! Takiej okazji nie mogłam zmarnować!
Już po chwili wyskoczyłam na dwór i cyknęłam kilka zdjęć - jeszcze trochę milczenia i blog sam by mi się zamknął z braku nowych postów;):)
A praca? Nie uciekła, w razie czego nadrobię w nocy;)

Na zdjęciach kawa (a jak!), z mojej nie-tak-dawno nabytej kawiarki… Oj luuubię Ci ja tą kawiarkę! Chodziła za mną już czas jakiś ale dopóki śmigał ekspres to odkładałam jej zakup na bliżej nie określone "kiedyś".
Aż ekspres do kawy padł, na amen;)
Kupiłam więc kawiarkę i teraz codziennie rano z nieukrywaną przyjemnością nalewam wody, wsypuję kawę i parzę. A potem jeszcze raz, po południu;)
I nie wiem co w tym jest ale to ręczne parzenie kawy ma w sobie coś szczególnego… Krzątasz się, nalewasz, gotujesz… Niby zwykłe prozaiczne czynności a jaką sprawiają przyjemność! Nieporównywalną z naciśnięciem guzika;):)

Tak czy inaczej do ekspresu już na pewno nie wrócę.
Do kawiarki owszem, już jutro! ;):)



Na zdjęciach poniżej zaschnięte gałązki brzozy, zasprejowane białą farbą. Półminutowy DIY i miły efekt końcowy, takie lubię najbardziej:) Ja moje bielone gałązki połączyłam z białymi świeczkami (takimi najprostszymi) i całość związaną lnianym sznurkiem wstawiłam do drewnianego pudełka. Stoją sobie w kuchni i zdobią półkę (zdjęcia zrobię jak będzie lepsze światło w domu).
Póki co - wystawione na zewnątrz. Całkiem dobrze komponują się z padającym śniegiem;):)





***

Z życia rodziny (a konkretnie właśnie miniętych Świąt;))

Przedświąteczny czwartkowy wieczór, zebranie z nauczycielami w sprawie ocen półrocznych plus sprawy wychowawcze, w końcu przechodzimy do zbliżających się świąt, zaczynają padać pytania rodziców odnośnie choinki / bombek / ozdób którymi dzieci miałyby dekorować klasę gdy uhahana wychowawczyni mówi: choinkę mamy już zaklepaną bo Antoś (mój!!) powiedział, że jego rodzice (my!!!) mają plantację choinek więc jedna czy dwie nie będzie problemem. Powiedział też, że macie Państwo (znowu my!!!) dojścia (!!!) do fajnych bombek więc bombki też załatwi. Wystarczy poprosić :D:D

***

PS. Pięknie dziękuję za noworoczne życzenia - odwzajemniam je z przyjemnością! :):)

sobota, 14 lutego 2015

Walentynki inaczej...

No proszę!

Czyli czasem jednak dobrze wypowiedzieć życzenie na głos - trzy dni temu, zmęczona wszechogarniającą burością napisałam, że chcę wiosny… I mamy wiosnę!:)

Ależ jest pięknie!
Od wczoraj świeci cudowne słońce, ptaki świergolą… luty - nie - luty, wiosnę czuć w powietrzu:):)
Zachęcone pogodą dzieci wybiegły na podwórko i ganiały cztery godziny bez przerwy.
Co tam się nie działo! Chowanego, ganianego, lepionego, jeżdżonego… Słońce stopiło większość śniegu, resztki zostały pod płotem i tam właśnie biegła główna trasa saneczkowa - w połowie dośnieżona ręcznie, w połowie ze świeżo rozmrożonym błotem;)
Zabawa była na tyle przednia, że po powrocie do domu nawet mnie, przyzwyczajonej do podwórkowego, mega brudnego wyglądu dzieci szeroko otworzyły się oczy… Bardzo szeroko:D Nie ma szans, ciuchów z tego nie dopiorę:D

A później? Celebrowaliśmy rodzinne Walentynki:)
Po pierwsze dostaliśmy z Cinkiem serce, zrobione przez Piotrusia na tarasie z resztek śniegu - napis w środku serducha Kocham Was naprawdę nas wzruszył...


Po drugie odpaliliśmy pierwszego w tym roku grilla, walentynkowego a jakże! Swojska kiełbaska i nie mniej swojska bułeczka;)
Po trzecie poszliśmy na długi spacer w Dolinę Kobylanki - było pięknie! W południowych częściach słońce, zielona trawa i niemal wiosna a w tych ocienionych, północnych całkiem konkretny śnieg i duuużo bieli... Niesamowite kontrasty:)

Aha! Na Kwiatowej właśnie wychodzą pierwsze przebiśniegi!:):) Na zdjęciu (z telefonu;)) w towarzystwie uśmiechniętych chłopców i bałwanka Olafa;)



***

Wędrujemy Doliną Kobylanki.
W drodze tam chłopcy brykają na całego, gonią po wszystkich zakątkach, wrapują się na skałki... W drodze spowrotem idą trochę wolniej, w końcu Antoś bierze nas za ręce. Zaczynamy rozmawiać, o wszystkim.
Piotruś zasypuje nas szkolnymi zagadkami typu "Powiedz klucz pod wanną", później zaczyna intonować typową wyliczankę - podśpiewankę "Był sobie raz Felek", deklamuje "Droga prosta, skrzyżowanie…" aż w końcu przy kolejnej przyśpiewce pojawia się słowo seksibomba (swoją drogą to niesamowite, że te same piosenki śpiewałam jako dziecko ja, Cinek i zapewne tysiące innych dzieci niemal dwadzieścia lat temu… Nie zmieniło się nic!:)).
Antoś się przysłuchuje, część piosenek nuci, jednak tej ze słowem seksibomba nie zna (jeszcze:P).
Pytam więc go kto to jest seksibomba?
Odpowiedź była taka, że zbieraliśmy z Cinkiem szczęki z kolan: Seksibomba to taka osoba, która uprawia seks (!!) i tak się cieszy, że w końcu wybucha!

Łaaaaaaa!:D:D:D:D

środa, 11 lutego 2015

Chcę wiosny!

Tak, zdecydowanie chcę wiosny!

Za oknem kolejny dzień huśtawki pogodowej - sypie, wieje później leje i topi a wszystko to przy akompaniamencie szarości i burości, ech… Kolorów wiosny chcę! A jeśli nie wiosny to białej bieli zimy… Ale niechby pogoda była wreszcie łaskawa się określić;):) Raz tak, raz siak… Tak nie można!:)

W domu zakwitła trzecia już partia hiacyntów. Włożyłam je do drewnianej skrzynki i wyniosłam na dwór, na mokry-jak-nie-wiem śnieg. Nie zdążyłam jeszcze sięgnąć po aparat gdy dojrzała mnie pani Helenka i krzyknęła raźno z ganku: Ooooo, wiosna idzie!

Tym pogodnym okrzykiem pozdrawiam Was ciepło i wiosny - jeśli nie za oknem to przynajmniej w sercu życzę!:)



I jeszcze słówko dla ogrodniczek - skorzystajcie ze śniegu i wrzućcie go do szklarni. Polecała to kiedyś  Jagoda wspominając, że ziemia (a potem rośliny) wyciągają ze śniegu wszystko co dobre i plony piękniej rosną…  Moja szklarnia dostała zapas śniegu z połowy ogrodu:)

niedziela, 25 stycznia 2015

Niemożliwe... zima! :)

… i stała się rzecz niemożliwa - przypomniała sobie o nas zima!:)

Całą noc sypało, dziś nadal sypie. Może już nie tak mocno ale jednak... Zima!:)
Skorzystałam z okazji i sięgnęłam po aparat - w końcu nie wiadomo ile będzie można się cieszyć białym puchem;) 








Od wczoraj chodzi za mną smak zapiekanek a'la Polska lat 90-tych… Pieczarki, ser, bułka. Niam!
Pamiętam jak swojego czasu jadałam takie w Katowicach, w pewnej budce koło dworca PKP.
A jeszcze inne - pyszna śląska bułka plus cieniutka kiełbaska - koło marketu Centrum, koło dawnego dworca PKS… Też były pyszne!
Oooo! I w Bielsku Białej też! Na dworcu była budka z najpyszniejszymi bułkami z pieczarkami - tam to się działo! Człowiek jadąc w góry pociągiem podawał pieniądze ludziom z peronu, Ci pędem gonili po te buły i przynosili zanim pociąg ruszył… To były czasy! Pamiętacie?:)

Hmmm... W sumie to dlaczego by takich zapiekanek dzisiaj nie zrobić?
Lecę!:)

piątek, 16 stycznia 2015

Międzypokoleniowa przyjaźń sąsiedzka

Mam całkiem fajną znajomość.

Przez płot, z panią Helenką.
Różni nas wiek (niemal dwa pokolenia;)) ale podejście do ogrodu już nie. I ja i ona lubimy naturę.
Pani Helenka nie wyobraża sobie nie wyjść do ogrodu choćby w najbardziej pochmurny dzień. Ja też:) Rozprawiamy o ślimakach, pomidorach, sadzonkach... Kwitnie ogrodowa wymiana międzysąsiedzka:) A ile można się od siebie nauczyć!

Ja, gdy tylko widzę panią Helenkę w ogrodzie, niczym Kargul z Samych Swoich podchodzę pod płot i podglądam co robi - wtedy wiem, że i ja powinnam:):)
Innym razem pani Helenka wzdycha: groszek... taki marny w tym roku...
Pocieszam ją: bo to groszek cukrowy. Nie ma kulek tylko strączki. Dorzucone do potrawki będą pyszne!
Pani Helenka: Ooooo! tak zrobię!

Czasem siadamy sobie przy domowej nalewce i z tematów ogrodowych płynnie przechodzimy do kulinarnych - właśnie w ten sposób stałam się właścicielką przepisu na obłędny sernik pamiętający jeszcze babcię pani Helenki:):)

A Wy? Macie taką panią Helenkę blisko siebie?
Takich ładnych przyjaźni w tym i każdym następnym roku Wam życzę:):)

***

Zakupione przedwczoraj hiacynty dostały zieloną oprawę z mchu (śniegu nie ma więc można go wygrzebywać do woli;)). Przyniesione do domu cieszą oczy, na równi z jasnym słońcem wpadającym właśnie przez okno. Pięknie jest, wiosennie!

... i tylko gdzieś tam z tyłu głowy kołacze mi myśl, że to jeszcze nie czas... I co będzie jeśli znowu zima przyjdzie, pewna swoich styczniowo - lutowych praw?



W ogrodzie styczniowa wiosna. Krzew pigwowca w kącie ogrodu puszcza właśnie pierwsze pąki!




środa, 14 stycznia 2015

Styczniowe hiacynty...

I nie ma!:)

Bombki, lampki, czerwone dodatki… nie uchowało się nic;) Jedynie świąteczna żywa zieleń miewa się całkiem dobrze - dwa małe iglaczki nadal stoją na półce i rosną czekając na wiosenną przeprowadzkę do ogrodu. Choinka z kuchni też daje radę - wystawiona przed dom dzielnie trzyma igły… Jej koleżanka z dużego pokoju obstawia drzwi szopy i też ani widzi wysychać… Przy dobrych wiatrach i one znajdą miejsce w ogrodzie. Muszą jeszcze tylko trochę wytrzymać, troszeczkę! Niech no tylko ziemia zapachnie wiosną!:)

A ja? Uległam dojrzanym w sklepie zielonym hiacyntom i słonecznym prymulkom… Tak, mnie też zdecydowanie tęskno do wiosny:)






A jak u Was? Jeszcze w klimacie po-świątecznym czy już przed-wiosennym?:)
Wyglądając przez okno trudno uwierzyć, że to styczeń…

***

W któreś popołudnie, na zasadzie łun łunemu dociera do mnie dowcipny filmik pt Voice activated elevator (do zobaczenia tutaj). Oglądamy z Cinem, śmiejemy się, jest fajnie:)

Tydzień później -
starostwo powiatowe, ważna sprawa do załatwienia.
Każdy kto wie, ten wie (;)), że ważny to urząd, pełen poważnych ludzi / urzędników i jeszcze poważniejszych min.
Wsiadamy do windy.
1...2...3...4... Jedziemy jeszcze wyżej gdy nagle męski głos informuje: piąte piętro.
Oczywiście od razu przypomina nam się filmik, wybuchamy śmiechem, uchachani po pachy wysiadamy a raczej wytaczamy się z windy i nijak nie umiemy opanować śmiechu. Mamy umówioną godzinę spotkania, Cinek całym sobą spina się i wchodzi do pokoju, ja nadal ryczę parę metrów dalej pod ścianą:D:D

Dwie minuty później jest już po sprawie, uśmiany CInek wychodzi z pokoju pokazując kciukiem, że sprawa załatwiona. TAKA sprawa!

...czyli okazuje się, że serdeczny śmiech CZASEM zjednuje ludzi:) I CZASEM czyni cuda:)
A to że pamięć lubi przywoływać rzeczy widziane lub słyszane w najmniej oczekiwanych momentach to już całkiem inna historia;)

środa, 22 stycznia 2014

I przyszła! Zima...

Wiem, wiem, pewnie wiele z Was teraz prychnie - i słusznie! Co to za odkrycie, zima w styczniu?:):)
Ale u nas właśnie zaliczyliśmy pierwszy śnieg, pierwszy mróz i pierwszą w tym sezonie szklankę na drodze... no więc jak o tym nie pisać?:)

No i niby ok - i zima i śnieg i styczeń aleee... ja właśnie zaczęłam planować rabaty w ogródku i warzywnik w skrzynkach i już prawie zapach poziomek czuję i lawendy...  nawet winogrona w myślach  przycinam... :):)
No więc nie pasuje mi zima. Mocno nie pasuje!:):)

Wam też?

Póki co, zamiast czerwonych poziomek czerwone jabłka i kilka migawek z zaśnieżonej Kwiatowej:):)





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...