Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiklinowy kosz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiklinowy kosz. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 września 2014

Stary wiklinowy kosz

W rogu przy płocie stał sobie wiklinowy kosz. Od zawsze.
Strasznie stary, strasznie zniszczony, praktycznie bez dna i jednego ucha... Ale tak poza tym to był całkiem ok:P
Szkoda mi go było wyrzucić więc postanowiłam darować mu życie. Obcięłam pozostałe mocno nadwyrężone ucho i... już:)
W roli modelek gałązki z owocami dzikiej róże ucięte przeze mnie przydrożnym krzewom. Właśnie teraz mają piękne czerwone korale...

Dopóki się nie chce dna dojrzeć kosz wygląda zacnie:D






***
Hehehheh, nie wiem dlaczego ale przypomniała mi się właśnie pewna historia z Krynicy... Dla potomnych;)

Spacer po deptaku, lodziarnia, pyszne kręcone lody włoskie.
Stoimy w kolejce jak na kulturalnych ludzi przystało, pani mechanicznie bierze wafelek, naciska wajchę, "nalewa" loda, podaje loda, wydaje resztę. Następny proszę! Następny proszę!
Czas leci, kolejka przesuwa się powoli a nasi chłopcy coraz energiczniej przebierają nogami bo nie mogą się już doczekać.
W końcu nasza kolej, pani mechanicznie bierze wafelek, naciska wajchę i... stop, stoooop! Maszyna nie działa!
Wielkie poruszenie w kolejce a ja, w tym momencie tknięta zaczynam odliczać synów: jeden, jeden!!!   
Antoś zdążył opuścić kolejkę, przejść niepostrzeżenie pod blatem na stronę sprzedającej i wyjąć wtyczkę maszyny do lodów z kontaktu:D:D:D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...