piątek, 21 lutego 2014

Pryskane mandarynki...

Zadzwonili mi z przedszkola, że Antoś ma chyba różyczkę. Albo rumień zakaźny.
Lekko wysypanego na rękach i nogach dziecia zabrałam do pediatry by tam usłyszeć, że to nic zakaźnego. Ani groźnego. Ot, uczulenie.

Na co? Dzieć do uczulonych nie należy, apetyt ma, uśmiech też, energia dziecia rozpiera... 
Po chwili już wiedziałam. Man-da-ryn-ki!!

Takie ładne na Kleparzu były! Mężu kupił a dzieciaki spuszczone nieco z rodzicielskiego oka podjadały bez mycia, brudnymi rękami pakując prosto do ust...  No i mamy efekty.

Tak się zastanawiam ile jeszcze człowiek jest w stanie wpompować chemii w naturę?? I ile jeszcze organizm człowieka jest w stanie tej chemii znieść??


Z Kleparza są też żonkile, żółte jak słońce, pogodne... Jestem ciekawa czy w moim ogrodzie uchowały się jakieś cebulki? W zeszłym roku o tej porze trwał remont i wszystko dookoła było zdeptane na amen, spod ziemi na wiosnę nie wyszło nic... A w tym roku, kto wie? :):)




24 komentarze:

  1. Ta dziadowska chemia, nie da się jej ustrzec niestety, nawet bio i eko owoce pakowane są w plastikowe torebki czy tacki, i gdzie ta ekologia i zdrowa żywność? W czarnej d...!
    Żonkile piękne, uwielbiam te kwiaty, ich kolor zawsze wprowadza mnie w dobry humor.
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ja też wymiękam z tą żywnością! Ile czasu człowiek może poświęcać na zdobywanie "normalnego" jedzienia? Dlatego ruszam z warzywnikiem, a jak wyjdzie.... :):) Pozdrwawiam ciepło Iluś!:)

      Usuń
  2. Dobrze, że to jednak nic groźnego i miejmy nadzieję, że następnym razem dzieciaczki będą pamiętały o myciu owoców i łapek :)
    Wiosna już u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja droga, nawet jak na etykietach owoców pisze "bio", to Ja nie dałabym sobie ręki uciąć, że w 100% jest to zdrowe.Nie mam zaufania, za dużo oszustwa wokół, coraz więcej wychodzi afer na światło dzienne...
    I jak tu żyć w takim świecie, bo jeść przecież trzeba...
    U mnie wiosna już na całego!
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widziałam!:):) Pozdrawiam ciepło!:)

      Usuń
  4. Teraz to niestety nieuniknione jest...:( Trzeba by było założyć własną plantację chyba by jeść zdrowo i bez tych "ulepszaczy"... Najważniejsze to by unikać wszelkich najgrożniejszych fast-fudów, chipsów itp świństw.... Piekny odcień żółtego :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mam zamiar dosadzić krzaczków i drzewek owocowych:):) Mandarynki sobie daruję;):)

      Usuń
  5. Niestety,wszystko jest teraz naszprycowane chemią i nie wiadomo czym tam jeszcze.
    O i rzeżuchę już masz :) Wiosennie się robi,nie ma co.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Najgorsze jest to, że wszystko już zaczyna tą chemią smakować.
    Ostatnio złapałam się na tym, że cytryny, które tak lubię dodawać do herbaty, nie smakują jak cytryny :( nawoskowane do granic możliwości, skórka błyszcząca jak plastik, bez zapachu :(
    Coś niedobrego dzieje się z żywnością :(
    Szkoda, bo jak tak dalej będzie nasze dzieci nie poznają smaków naszego dzieciństwa.
    Rzeżucha to świetna przeciwwaga dla chemicznych mandarynek ;))
    Ja też muszę wysiać, będzie idealnym dodatkiem do kanapek.
    Pozdrawiam z okolic Krakowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plastikowa żywność, ot co! Pozdrawiam Kasiu:):)

      Usuń
  7. Ech te alergie, znany mi temat.
    A na Kleparzu maja pyszny bunc.Ale bym zjadla!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudne, energetyczne kwiaty! I piękne zdjęcia:) .. A konserwanty... Brrrr... szkoda, że w tym temacie brak zdrowego rozsądku.. Zdrówka dla Młodziana i pozdrowienia serdeczne!

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety, chemia jest wszechobecna, nie tylko jest na owocach, warzywach ale też w wędlinach, w mięsie. Ostatnio doszłam do wniosku, że nawet warzywa z własnej hodowli nie są w pełni zdrowe. bo jak się nie popryska to robale i choroby zżerają aż trzeszczy. A ja pamiętam jak szczaw jadłam prosto z łąki, pyyychota.
    Pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorotko ja właśnie mam nadzieję uprawiać swoje i nie pryskać, pozdrawiam!:)

      Usuń
  10. Chyba jednak warto samemu sobie hodować, co się da - jeśli już mieszka się na wsi;) Niestety, mandarynek własnych raczej się nie dochowamy, ale poczekajmy tylko do lata:) Właśnie przeczytałam cały Twój blog, przed oczami mam zdjęcie misz-maszu owocowego w metalowym sitku, z uratowanych przez was krzaczków - o to właśnie chodzi, prawda?;) Masz stałego gościa, będę zaglądać tu z przyjemnością:) I własnie pożałowałam, że nie kupiłam tych żonkili, widziałam je w piątek na Kleparzu i zrezygnowałam z kupna, bo przede mną było jeszcze dużo chodzenia;)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A proszę, rozgość się:):) Mam zamiar dosadzić w tym roku krzaczków i drzewek owocowych, pozdrawiam ciepło!:)

      Usuń
  11. az strach pomysleć czym nas faszerują,,.....żonkile i u mnie królują.....

    OdpowiedzUsuń
  12. Mojego syna też czasami po mandarynkach obsypuje...
    Żonkile piękne :), a przy okazji zapraszam do siebie na dwa ogródkowe candy (można wygrać projekt ogrodu albo zestaw narzędzi) :)
    www.zaplatana.blogspot.com
    Pozdrawiam serdecznie Ania

    OdpowiedzUsuń
  13. A nasza Mnia po mandaraynkach .... wymiotowała... zawsze...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...