czwartek, 11 września 2014

Ostatnie w tym roku...

Przyniosłam do domu ostatnie w tym roku słoneczniki. Żółte, pogodne, ciepłe...
Wyplątałam z malin pachnące kwiatki groszku, ostatnich, to na pewno...
I jeszcze śliwki węgierki - też ostatnie! Właśnie bulgoczą na gazie zamieniając się w smakowite powidła.

Chyba czas otworzyć nowy sezon pod tytułem JESIEŃ:)






... w sklepach kuszą piękne wrzosy i kępy kolorowych chryzantem. Chyba się skuszę!:)

poniedziałek, 8 września 2014

Bieszczady, kolejka i stare skrzynki...

Po pięciodniowym pobycie na Kaszubach przez trzy dni nadrabialiśmy zaległości w pracy (że też tyle tego rośnie!) aż w czwartek okazało się, że będzie piękny słoneczny weekend.
Spakowaliśmy się w pięć minut i w piątek ruszyliśmy w Bieszczady:)
Były niespieszne wycieczki piechotą i rowerem, kopanie piłki, bieganie po łące...  
Była też podróż kolejką wąskotorową, którą będziemy pamiętać bardzo, bardzo długo:) 
Wyruszyliśmy w pełnym słońcu, w otwartych wagonikach bez okien. Podziwianie przyrody, zapach łąk i lasów, urocze strumyki... Pojawiły się pierwsze chmury. Stacja końcowa, przystanek, pół godziny na zbieranie jeżyn, wracamy, pierwsze krople. Po chwili potężne krople, regularna ulewa, oberwanie chmury aż w końcu leje, że świata nie widać!:):) Wagoniki otwarte, my w środku, przytulone do siebie zmokłe kury śmiejemy się w głos, że chyba gorzej być już nie może. Za chwilę już wiemy, że jednak może - zaczyna sypać grad!
Dostaliśmy takiego ataku śmiechu i głupawki (nie wiem czego bardziej;)), że do końca podróży nie umieliśmy przestać, w końcu śmiał się cały wagonik:):)
Żeby było zabawniej, tuż przed stacją końcową chmury zaczęły znikać, deszcz przestał padać, wysiadamy - sucho...
Urok gór, ot co!:):)

Zdjęć z Bieszczad niestety nie będzie ponieważ aparat postawiony przeze mnie tuż koło drzwi, żeby nie daj Boże nie zapomnieć został oczywiście zapomniany;)

W drodze powrotnej, tuż obok Krosna natknęliśmy się na obwoźny sklepik z militariami. Ha! Jakie tam mieli drewniane skrzynki!!
Nie mogliśmy tak sobie ot, pojechać dalej;):)
W bagażniku dziecięce rowery (osobówka!!) i torby, w środku zabawki, poduszki, koce... Do tej pory nie wiem jak zmieściliśmy trzy całkiem spore skrzynki:P 
Jedna stanęła w pokoju Antosia, w kąciku czytelnika - jest więc wojskowa skrzynia i pufa, jest lampka i półka na książki a zamiast obrazków - ulubione wiersze Brzechwy. Mała poduszka ma poszewkę uszytą z mojej starej koszulki;) 
Niby nic a powstał kąt, w którym chłopcy lubią siedzieć i czytać:)

Zdjęcia jak zwykle robione w biegu, z ręki i bez obróbki... więc słabiutkie. Na lepsze czasu brak!;)






Skrzynie nr 2 i 3 czekają na swoją kolej;)

***

Udało Wam się kiedyś pomylić płyn do zmywarki z płynem do mycia naczyń?
Mnie tak!! Po pięciu minutach od włączenia zmywarki miałam w kuchni po kostki piany:):) Efekt piękniejszy niż w teatrze ale... ratunku, moje dechy!:):)

sobota, 30 sierpnia 2014

Kaszuby w pigułce

Dzisiaj będzie dłuuugo;)
We wtorek udało nam się urwać całe pięć wakacyjnych dni:) Pojechaliśmy - a jakże -  na Kaszuby, które od lat są na mapie naszych ulubionych miejsc w Polsce.
Pogoda zwariowana - wiatr gonił chmury, słońce - deszcz, a w miarę ciepły środek dnia zmieniał się w zimny wieczór i jeszcze zimniejsze poranek (5 stopni!). I tak codziennie:)
Na kąpiel w jeziorze było za zimno ale na szczęście przewaga bezopadów nad opadami pozwoliła deptać po Kaszubach wzdłóż i wszerz:)
Poniżej raport z odwiedzin, taki nasz prywatny ranking ulubionych miejsc... Pewnie je znacie, piękne są!:)

1. Okolice Zamku Kiszewskiego - pozostałości zamku, bajkowo położone jeziorko w Okoninkach i idealne do kąpieli jezioro z piaskiem w Wygoninie (tylko csiii... nie mówcie nikomu, niech tu zostanie tak cicho i małoturystycznie jak jest;)), spacery po okolicznych lasach... Dla nieco starszych spływ rzeką Wieżycą kajakami.


2. Skansen we Wdzydzach Kiszewskich - to chyba nasz numer jeden jeśli chodzi o skanseny. Mam wrażenie, że pracujący tu ludzie naprawdę pasjonują się tym miejscem i nie ograniczają jedynie do oprowadzania. Cały skansen jest cudownie zadbany, pełen babcinych przydomowych ogródków, starych odmian kwiatów i drzew, bajka! No i jak pięknie położony! Spacer tutaj to naprawdę ogromna przyjemność:) 
Wdzydze Kiszewskie leżą u stóp jeziora Wdzydze, z uroczą małą plażą. Dla chętnych jest wypożyczalnia łódek i jachtów. Tłumów brak;)





3. Pięknie odrestaurowany dworek w Sikorzynie, z równie uroczym parkiem, ogrodem i zielonym labiryntem. Można zwiedzać w środku lub odpoczywać wśród zieleni, z filiżanką ciepłej herbaty i domowym (dworkowym?) ciastem... I znowu tłumów brak:)


 
4. Arboretum w Wirtach. Cicho, zielono, przyjemnie... Kolejne kilometry spacerów wśród urzekającej zieleni i ciszy:) Mam wrażenie, że arboretum jest znane jedynie lokalnym mieszkańcom, mijane osoby można policzyć na palcach jednej ręki. Ciupag, muszli i chińskich straganów brak;)



5. Muzeum ceramiki kaszubskiej Neclów w Chmielnie. Lepienie i malowanie na żywo, wszystko handmade.  Mnie najbardziej podobają się te zupełnie surowe formy, w bielach, szarościach i błękitach, bez malowania i ozdabiania;):) 


6. Kamienne kręgi w Odrach. Cicho, zielono, tajemniczo... My spacerujemy, a dzieci biegają odkrywając kolejne kamienne kręgi lub tworząc własne z szyszek... To takie nasze Stonehange:) 



7. Gołubieński ogród botaniczny. Kolejne fajne miejsce do spacerowania i odglądania. Można przywieść sadzonki;)



10. Juszki, perełka architektoniczna. Maleńka wioska, w której niemal każdy dom (stary lub nowy!) został stworzony / odrestaurowany w oparciu o  tradycyjne kaszubskie budownictwo - to taki zamieszkany żywy skansen. Można tu deptać blisko 5-cio kilometrową ścieżką prowadzącą wśród domów a później okolicznych jezior i lasów. 
Kolor zdjęć bury bo - niestety! - padało.



Zmieniając nieco temat - zwiedzając Kaszuby z radością liczyliśmy pasące się na łąkach krowy. Wiem, wiem, brzmi to dziwnie ale po latach odwiedzin tego zakątka i totalnym  bezkrowiu wreszcie są zwierzaki!:):) Widać też konie i kozy, w wielu miejscach można kupić jajka, miód a nawet swojską kurę... Odradza się wieś, wspaniale!:):)

Do domu przyjechała ze mną kolejna książka kucharska z regionu kaszub i lokalny zielnik... Będę gotować, a co!:)

***

Noooo, chyba macie dość oglądania i czytania na dzisiaj?;):)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Niedziela, skansen i pavlova

Niedzielne przedpołudnie. 
Skorzystaliśmy z przerwy w opadach deszczu i pojechaliśmy podeptać po skansenie w Chorzowie.
Zdążyliśmy w sam raz! Końcóweczka była biegiem, biegusiem, na szczęście pierwsze ciężkie krople zastały nas u drzwi samochodu;) 
Nie będę Was tu zamęczać obrazkami bo - wiadomo - w skansenie zawsze jest sielsko:) Wrzucę tylko kilka zdjęć ukwieconych płotów, te zawsze ujmują mnie swoim urokiem:)




Standartowo chłopcy zajrzeli w każdy kąt... Każdy!! Antosia wyciągałam z szopy z wozami, do której wstęp był zamknięty (przynajmniej teoretycznie!) a on przeszedł przez dziurę stworzoną przez jakąś obluzowaną deskę:P
Piotruś podobnie - zaliczył piętro w drewnianym spichlerzu, które było odgrodzone 1. sznurkiem na początku schodów 2. metalową linką w połowie schodów  i 3. drewnianą klapą na samej górze... W dwie minuty! Nie zdążyłam przywyknąć do półmroku panującego w spichlerzu gdy on spokojnie schodził już na dół :D:D


Na tym zdjęciu wyraźnie widać szare chmurzyska... przez chwilę. Zaraz będą czarne!;)


A po powrocie była pavlowa, pełna bitej śmietany, malin i ostatnich tegorocznych porzeczek...
Przepis - wpisuję, dla potomnych i ku własnej pamięci;)


Składniki: 4 jajka, szklanka drobnego cukru, łyżeczka i ciut mąki kukurydzianej (może być ziemniaczana, beza będzie bielsza), łyżeczka naturalnego octu, łyżeczka ekstraktu z wanilii (daję choć można pominąć). Białka ubijam na sztywno, dosypuję porcjami cukier aż będzie biała i błyszcząca (to nie trwa długo, może z minutę...), zmniejszam obroty i dodaję mąkę, ocet i wanilię. Ubijam chwilkę, żeby się wszystko połączyło, wykładam na blachę z folią aluminiową (lub papierem do pieczenia),  rozpłaszczam szpatułką (nie przepadam za grubaśną bezą) i wyżywam się artystycznie (byle szybko!) tworząc na brzegach delikatne esy floresy... Bezę wstawiam do piekarnika nagrzanego do 150 stopni (bez termoobiegu) i od razu po włożeniu zmniejszam temperaturę do 120 stopni. Piekę 1godz 20 min, wyłączam i zostawiam w piekarniku aż zupełnie wystygnie. Na wierzch wykładam ubitą śmietanę (nie słodzę jej!) i owoce, gotowe:)

sobota, 23 sierpnia 2014

Sierpniowy wieczór

W sierpniowy wieczór czuje się chłód. 
I widzi się mgły. 
Dzieci ganiają w ogrodzie a ja opatulam się miękkim kocem i popijam ciepłą herbatę... Kilka minut ale jakich przyjemnych!

Bo ja listopadowa dziewczyna jestem i lubię takie jesieniopodobne wieczory:):)


... nawet światło lampionów wygląda jakoś inaczej:):)






Miłej soboty!:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...