piątek, 16 września 2016

Ku jesieni.

Od kilku dni czuję w powietrzu zbliżającą się jesień. 
I nic to, że upał, że słońce i że wciąż wsuwam klapki na bose stopy.
Jako jesienna dziewczyna czuję już rześki zapach wieczora,  dostrzegam poranne mgły, czerwone korale róży i coraz większe ilości liści usypanych na poboczach dróg... 
Jesień znaczy się nadchodzi, tak!:)

Po powrocie do domu wyszłam do ogrodu. Puszczony wolno pozarastał i poprzerastał co chciał i gdzie chciał;):) 
W nim też już widać zmianę kolorów - łapię je więc w kadry i zastanawiam się czy cieszy mnie ta nadchodząca jesień? Przecież lubię tę porę roku! Wcześniejszy wieczór, zaległa książka, koc,  korzenne kakao… Ale i deszcz i chłód i słota... 

Póki co pięknie jest, tu i teraz, nie ma co myśleć do przodu;):)








piątek, 9 września 2016

A w oficynie...

... prace trwają w najlepsze.
Skręcone szafki kuchenne czekają na zamontowanie blatu i płyty, stolik i krzesła już są, kuchenne niezbędniki typu szklanki, talerze też... Ładnie się robi, przytulnie:)
Z dużych zakupów zostały jeszcze łóżka, materace i kabina prysznicowa, reszta to drobne (ale ważne!) uprzyjemniacze typu poduszki, doniczki, obrazki... Czysta przyjemność.

Jeśli jutro bedziecie spacerować po Krakowie to całkiem prawdopodobne, że mijaną dziewczyną z aparatem będę ja;) Zamierzam zrobić kilka zdjęć, wywołać je a jeszcze później, w tonacji biało - czarnej zawiesić w oficynie.

Poniżej kilka migawek, na szybko (między myciem podłogi a skręcaniem szafki;)) ale zarys zarysu już widać;):)




Poniżej bojfrendy Miastowej osunięte na potrzeby mytej podłogi... żadnej krępacji ruchów, porządek musi być:D


Już za chwilę na poddasze dostawimy łóżka i powiesimy szafki...


Powieszę też lampy, już kupione i czekające na wyjęcie z pudeł.
Zaszalałam z kolorem lamp sufitowych - te na dole będą pomarańczowe! Pasują idealnie, na tle  ceglanej ściany i otaczającej bieli wyglądają soczyście:)

A na poddaszu zawieszę lampy - żarówki na kablach, w kolorze szarym...

Pracę umila nam podręczny grajek, coś a'la kuchenny w moim domu... Lubię jak przez dźwięki wiertarki przebijają się dźwięki muzyki:)


W zasadzie wszystko mam już zaplanowane i obmyślane, jedynym wyjątkiem są okna - a raczej cegły wokół okien - co zrobić z widoczną pianką?? Chyba wstawię tu okalające ze wszystkich stron białe listewki bo inaczej tego nie ukryję... 
Może macie jakieś inne pomysły? 


Miłego weekendu!:):)

***

Cała historia oficyny do poczytania tutaj.

wtorek, 6 września 2016

Holandia na rowerach z dziećmi

Udało się!
Po okresie wzmożonego żonglowania na linii: dzieci - praca - dom - praca - wakacje - praca  udało się dotrzeć do wakacyjnego wyjazdu...
Kierunek - Holandia, na rowerach:):)

W Holandii zakochaliśmy się półtora roku temu, podczas naszego pierwszego pobytu - zielono, niespiesznie... z tysiącem rowerowych dróżek, jak okiem sięgnąć, po płaaaaskim;):D
Ponieważ tamtej wiosny Antoś stawiał dopiero pierwsze rowerowe kroki obiecaliśmy sobie, że wrócimy nieco później, już jako rowerzyści.
I wróciliśmy:)

To było magiczne 8 dni, z niebywałą jak na Holandię pogodą - słońcem, 20 - 30 stopniami, czasem ciężkimi chmurami ale bez opadów...

Przed wyjazdem przeglądnęłam wiele stron, blogów i przewodników rowerowych ale prawie zawsze proponowane trasy były dłuuugie - po kilkadziesiąt km dziennie, a często były to po prostu całodniowe wycieczki rowerowe.
Nie o tym marzyliśmy... Opracowaliśmy więc sobie własny plan wycieczki. Wybraliśmy trasy rowerowe  10 - 15 km / dzień czyli wersję "spacerową", która sprawiała nam najwięcej przyjemności. Był czas na spokojną jazdę, podziwianie widoków, zaglądanie w przydrożne krzaki i poboczne ścieżki, podglądanie ptaków i roślin...   Czyli wszystko to co lubimy najbardziej:)
A ponieważ plan sprawdził się nam idealnie zdecydowałam się opisać go po kolei na blogu - może komuś się przyda? Zachęcam serdecznie!:):)

Trasa 1. Marken, stara wioska rybacka, trasa do latarni (skręcamy w prawo na starą farmę, dróżka asfaltowa biegnie  przez pola pełne zwierząt i... krowich placków, szczególnie docenionych przez chłopców:D),  odpoczynek przy latarni (zabawa na piachu, pluskanie w wodzie), powrót brzegiem jeziora do wioski. Po drodze stare holenderskie domki, zwierzaki na polach i widok na jezioro... Bajka! My tu zakończyliśmy naszą wyprawę ale trasę można kontynuować aż do maleńkiego Zuiderwoude. Tu warto zejść z rowera i pospacerować po wąskich ukwieconych uliczkach i po prostu cieszyć oczy:)




Trasa 2. Edam czyli serowa siostra Goudy:) Część miasteczka objechaliśmy rowerem a część zwiedziliśmy pieszo. Edam jest przeuroczy - maleńkie ukwiecone kamieniczki, ciche poprzecinane wąskimi kanałami ulice, mostki. I ser, pyszny Edam, tak! :) Polecam sklepik na rogu Spui i Prinsenstraat (nasze odkrycie Edam z pesto, pycha!).




Trasa 3. Jaarsveld i okolice. Zaparkowaliśmy w centrum wioski, na parkingu przy kościele (mogliśmy tam parkować do około 17-tej, o 18-tej zaczynała się msza). Jechaliśmy trasą rowerową wzdłóż wałów, po prawej stronie maleńki farmy, po lewej wijąca się rzeka Lek i statki, barki. Co jakiś czas dzikie plaże na których można bezkarnie brykać;) W centrum Jaarsveld urocza kawiarenka z pysznymi ciastami i lunchami, polecam! :)



I widoki z trasy rowerowej:


Trasa 4. Park Nrodowy De Hoge Veluwe, płatny ale naprawdę warty zobaczenia (za naszą czteroosobową rodzinę zapłaciliśmy 120zł). Można spacerować, można jeździć rowerem... Nie trzeba mieć swojego - charakterystyczne parkowe rowery (białe) wypożyczamy za darmo. Wystarczy wziąść go z rowerowego parkingu i zostawić na kolejnym. Jadąc przez park mijamy zielone łąki, lasy, wrzosowe pola, piaskowe a'la stepy... Co kto lubi! Jest pięknie:)



Trasa 5. Trasa rowerowa Van Gogha. Ha! To było przeżycie dla chłopców:) Jechaliśmy kawał drogi by grubo po północy znaleść się na osławionej ścieżce... Noc, ciemność rozświetlona jedynie światłem księżyca, ścieżka z tysiącem świecących kamieni a na niej my, na rowerach:):) Pół kilometra z hakiem nocnej przygody:)
Zdjęcie pożyczone z internetu (źródło: cnn.com) bo nie opanowałam jeszcze jazdy rowerem po ciemku i jednoczesnego robienia zdjęć i pilnowania dzieci:D


Ścieżkę zaprojektował artysta Daan Roosegaarde zainspirowany twórczością Vincenta Van Gogha - migoczące kamyczki tworzą wzór znany z "Gwiaździstej nocy" Van Gogha.  Ścieżkę znajdziemy wyjeżdżając z Eindhoven w kierunku Helmond, dokładnie przy przecięciu się dróg Wolvendijk z A 270 (po prawej stronie).

Trasa 6. Zamek De Haar. Parkujemy przy zamku, zwiedzamy zamek z otaczającym parkiem. Później "objeżdżamy" okolicę wybierając ścieżki rowerowe "na czuja";)


Trasa 7. Trasy rowerowe wzdłuż morza - przepiękne trasy z lekkimi wzniesieniami i zjazdami, bajka!
1 ścieżka.  Jedziemy samochodem w kierunku na Rijskdorp, trzymamy się drogi Wassenaarseslag, przy której końcu jest parking. Wyciągamy rowery i jedziemy na północ aż do Katwijk, miejscowości wpoczynkowej położonej tuż przy morzu północnym. Mają pyszne lody;)
2 ścieżka. Z tego samego parkingu kierujemy się na południe, w kierunku Hagi.
3 ścieżka, chyba najpiękniejsza o zachodzie słońca - z Katwijk aan zee do Noordwijk.
Najbardziej podobała nam się trasa 3 i 1. Jechało się cudownie, z przerwami na zabawy w morzu. I lody!:)
Zdjęć zaledwie kilka, na szybko robionych telefonem... Kilka chwil na zdjęcia i musiałam gonić chłopaków ze zwieszonym językiem więc rozumiecie;):D





Powyższe nadmorskie trasy tak bardzo się nam podobały, że wracaliśmy na nie kilkakrotnie:)

Trasa 8. Gouda, Delft. Te dwa miasteczka zwiedzaliśmy pieszo ale wspominam o nich z dwóch powodów - w Goudzie w ratuszu na rynku kupicie pyszną goudę z niepasteryzowanego mleka (smakuje o niebo lepiej niż nasza sklepowa!) a przy ulicy Lange Tiendewag znajduje się sklep... Lego:) Ulubione miejsce naszych chłopców - oprócz standartowych klocków lego (na wagę, w pudełkach, kubkach i zestawach) można stworzyć swoją własną figurkę i ją później kupić - koszt nieduży (około 3 euro) a jaka frajda!:):) U nas to był hit, wracaliśmy trzy razy:)



***
Po powrocie ruszyliśmy z pracami w oficynie. Mam już skręcone meble, wybrane lampy, stoi sofa... Szczegóły bardzo wkrótce:):)

piątek, 8 lipca 2016

Tam i tu.

Tam i tu...
Czyli co rosło tam w ogrodzie, prędzej czy później tu, w domu znaleść się musi;):)

Znoszę do domu niemal wszystko co mam w ogrodzie, ogałacam bez żalu kolejne pąki róż, kule hortensji czy kępy goździków, rozstawiam floksy, nagietki, łamię łodyżki pachnących ziół a nawet gałęzie pełne wiśni... Ot, taki bzik:)
Mam to szczęście, że wystarczy kilka kroków by przytargać kolejną roślinną zdobycz:)
Dziś zapraszam Was na wirtualny spacer po Kwiatowym ogródku - nic to wielkiego, naprawdę! Kilka starych drzew, parę pnących róż, garść rzuconych tu i tam kwiatków, do tego kępa - dwie - trzy przerośniętych krzewów... No angielski ogród to to nie jest:D Widać, że ogrodnik albo zapracowany albo mało rozgarnięty:P:D
Ale uwielbiam ten mój ogródek za tę jego swojskość i niewyglądalność.
I za to że mu wszystko wypada! Róże bez stresu zarastają mi okna (Pani coś przez te okna widzi?), trawa przerasta kostkę (Pani to chyba nie pieli!!), wiśnie - dziczki nadal bezkarnie rosną przed domem (Pani przecież to nic nie warte, kilka wiśni zaledwie!), a maliny tłoczą się zagradzając drogę do szopy (Pani, jak do tej szopy idzie??).
I co? I nic, jemu wolno:):)

Śmieję się, że z moim ogrodem jest jak ze starym domem - tyle w nim krzywizn, łat i niedoskonałości, że wszystko wydaje się być normą.
A niech no ktoś wyobrazi sobie to samo w budynku nowym i wychuchanym - pęknięty tynk, nieco krzywy sufit czy wyłonacone okno. Ujdzie? No gdzeż tam!! :D:D

***

Pnące róże kwitną jak oszalałe (to chyba najpiękniejszy moment!), pod prawym oknem mam róż, pod lewym biel...





Goździk brodaty rozrósł się "w nogach" białej róży i kwitnie kolorowym kobiercem. Dobrze mu tam! Teraz już wiem, że najlepiej mu gdy jest nieco przysłonięty, a nawet lekko przerośnięty trawą - kwitnie bujnie, nie wysycha, sieje się na potęgę... Zupełnie inaczej niż w zeszłym roku gdy wysiałam go na otwartej, w pełni słoneczniej przestrzeni. Bardzo lubię kępy goździków wetknięte w dzbanek, są przeurocze:):)



... I znana już Wam pnąca róża po prawej stronie domu. Uwielbiam chwile gdy po zabieganym dniu siadam tuż obok niej na schodach,  z kubkiem parującej kawy. Nie trzeba mi nic więcej:):)


Tuż przy drzwiach jakaś ptaszyna uwiła sobie gniazdko. Od kilku dni mamy tam rozkrzyczane towarzystwo trzech maluchów:):) Jak już sięgnę aparatem to zrobię zdjęcie i wrzucę - możne ktoś z Was rozpozna co to za ptaszki...


Z domu idziemy w lewo, mijamy starą krzywą czereśnię (widać ją na dwóch poniższych zdjęciach, w rogu;))...



... i dochodzimy do tarasu, który dobrze znacie:)


Stojąc na tarasie mamy widok na szopkę - średni to raczej widok ale mam nadzieję na lekką poprawę;) Ju niedługo na drewnianej ścianie szopki rozciągnie się winorośl a przy betonowym słupie powojnik...


Tutejszą ziemię pokochały floksy, rozrastając się w duże gęste kępy. Na zdjęciu poniżej dopiero początek ich kwitnienia...


Mijając szopkę dochodzimy do warzywnika, który w tym roku ma niemal wolną rękę;) Rośnie co chce i jak chce:P Jedynie ogórki i pomidory są przemyślane, reszta dzieje się sama:):)




Z ogródka zarośniętą ścieżką można wrócić do domu...


... lub zawędrować za dom. Tam gdzie na wąskim pasku ziemi rośnie paproć i jeżynowy raj:) Zdjęcia kiepskie bo z rąsi, raz prześwietlone przez słońce, raz niedoświetlone przez chmurę...  Jak wszystkie inne zresztą:P  



To tyle by było z ogrodu, pozdrawiam Was ciepło!:):)



***

I już zupełnie na koniec - zastanawiam się jak to jest, że mój kieszonkowy ogródek na zdjęciach nabiera rozmiarów i pięknieje, zaś ja na zdjęciach... tylko nabieram rozmiarów??:D:D:D

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...