poniedziałek, 25 maja 2015

A jednak komin będzie biały!! :)

Melduję uprzejmie, że komin jednak będzie biały, hurra!:):)
Po przekopaniu internetu najpierw upewniłam się, że te bure plamy nigdy (!!) nie znikną (załamka! pozostaje  obłożenie komina drewnem lub płytkami, tudzież udawanie, że się ich nie widzi...) ale później zaczęłam kombinować i...
Eureka! Wpadłam na szalony z pozoru pomysł - pomalowałam komin... emalią do drewna i metalu:D:D
Wykombinowałam sobie, że emalia zamknie powierzchnię cegieł i nie wypuści plam na wierzch... I zadziałało! Po dwóch warstwach komin jest niemal biały, teraz pozostaje trzecia warstwa, ostatnia, bialutka:):)

Jeśli więc kiedykolwiek miałybyście ochotę majstrować przy starym kominie, oświecona już ciotka dobra rada radzi: nie kładziemy na stary komin nic "mokrego" - gipsu, tynku czy farby emulsyjnej bo owa "mokrość" zawsze wyrzuci na wierzch buro - pomarańczowe plamy. Każda następna "mokra" warstwa wcale nie załatwi sprawy, plamy wyjdą ponownie!  Jeśli jednak macie już te nieszczęsne plamy to możecie je pomalować emalią do drewna i metalu, to załatwi sprawę. W przeciwnym razie pozostają płytki lub obłożenie drewnem.
Tyle w temacie komina:):)

Nie mam jeszcze zdjęć wykończonego komina (pewnie tą ostatnią warstwą białej farby machnę go jutro) ale dla podglądu pokazuję jak wyglądają plamy wychodzące na wierzch po malowaniu lub szpachlowaniu - uroczo, prawda? ;)


Oprócz komina pomalowałam jeszcze piewszą warstwą  białej farby "drzwi" przesuwne naszych podskosowych garderób (zaraz, zaraz, czy ja wspominałam, że zabudowaliśmy te skosy??). Cinek zrobił systemy przesuwne po prawej i lewej stronie poddasza, za którymi ukryliśmy ciuchy - za drzwi posłużyły docięte w markecie płyty plus szyna na górze i dole plus moje malowanie: docelowo dwie warstwy farby - a jakże! - emalii do drewna i metalu:D:D
Zdjęcia porobię w najbliższej wolnej chwili bo odeszłam od pędzla gdy było już ciemno;)

Po pomalowaniu drzwi i komina z "wygłym" kręgosłupem zeszłam na dół. Zakrzątnęłam się wieczornie, zrobiłam chłopcom kolację, wstawiłam pranie i przywitałam z cudowną myślą - dzisiaj nie robię już nic, idę odpocząć...
O naiwności!!
Kładąc chłopców do spania Antoś z uśmiechem upewnił się czy jego strój misia jest gotowy na jutrzejsze przedstawienie…
Strój misia, aaaaaaa!!!! :D:D:D




I już zupełnie na koniec - gdyby ktoś chciał skorzystać to podaję przepis na pyszną łagodną zupę krem z cebuli. Idealną na zapyziałą pogodę jaką mamy teraz za oknem;)
Ja zawsze lubiłam cebulę (i czosnek!). Żeby jednak to moje lubienie udzieliło się dzieciom musiałam dopasować intensywny smak cebuli do ich podniebienia - w ten sposób powstała łagodna zupa krem, którą zajadamy się wszyscy - łącznie z Antosiem, który przedszkolną odpowiedniczką pluje na odległość;)

Potrzebujemy:
2 większe ziemniaki
8 średnich cebul
2 ząbki czosnku
bulion warzywny
Cebulę kroję w ćwiartki (jak leci), wrzucam do garnka, solę i podduszam (minimalny ognień) na maśle aż zmięknie - mieszam co jakiś czas żeby nie przywarła do dna. Do miękkiej, szklistej dorzucam pokrojone w kostkę ziemniaki i czosnek i duszę jeszcze przez chwilę. Zalewam bulionem (objętościowo mniej więcej drugie tyle co warzyw) i pozwalam pyrkać aż porządnie naciągnie i cebula stanie się zupełnie miękka (ok. 30 min). Dodaję zmiażdżony ząbek czosnku, dosalam do smaku, pyrkam jeszcze chwilę i po 5 minutach wyjmuję z garnka niemal 3/4 cebuli a zostawiam ziemniaki. To co zostaje miksuję i gotowe:)
Podaję z grzanką posypaną goudą lub parmezanem...


wtorek, 19 maja 2015

Odnowione meble do ogrodu i historia pewnego komina...

To miał być krótki wpis o odświeżeniu komina na poddaszu.
Miał być;)
Będzie bowiem długi wpis o tym jak spierniczyć (przepraszam!!) taki-sobie-komin w coś, co nie do końca da się teraz przewidzieć:D

Planowałam wybielić bure otynkowane części komina* a resztę zostawić bez zmian czyli w postaci surowych cegieł.
Zaczęło się niewinnie - wybieliłam to co było otynkowane. Zeszłam z drabinki i spojrzałam na efekt - kurcze, źle!
Po pierwsze kontrast między malowaną bielą a burością cegieł (ze starości i z "osmolenia" przez dym kominowy...) dawał po oczach tak, że nie zdzierżyłabym;)
Po drugie cegły okazały się w słabszym stanie niż sądziliśmy.
A po trzecie bardzo spodobał mi się efekt bielenia (jak zwykle;)) - poddasze bardzo się rozjaśniło.
Podjęłam więc szybką decyzję - bielę cały komin, łącznie z cegłami.

… jeśli kiedykolwiek w przyszłości najdzie mnie ochota na bielenie starego komina wybijcie mi to z głowy, proszę! :D:D Toż to jazda bez trzymanki! Urobiłam się po pachy, miało być 10 minut malowania a wyszły dwa długie popołudnia, przy czym to nie koniec:P

A było to tak: ku ostrzeżeniu tych, którzy jednak się porwą na komin;)
Całość zagruntowałam.
Wyschło.
Zadowolona ruszyłam z pędzlem i białą farbą i zaczęło się... Sypać, pylić, gubić kawałki zaprawy spomiędzy cegieł… Część cegieł łapała biel a część nie, sypiąca się zaprawa mieszała się z farbą zostawiając fantazyjne esy - floresy a to co wypadło ziało czarnymi dziurami i nijak nie dało się zamalować… Ratunku!!
Efekt był op-ła-ka-ny!:P
Oczywiście w międzyczasie musiałam kilka razy odkurzać, bo to co sypało uroczo roznosiło się po poddaszu…
Nie było wyjścia - kolejnego dnia ruszyłam do sklepu po szpachlę i warstwa po warstwie  klajstrowałam cały komin.
Dzisiaj wszystko już niemal wyschło jednak to co nagromadziło się latami w cegłach wyszło na wierzch szpachli w postaci pomarańczowo - brązowych plam… Coś czuję w kościach, że trzeba będzie to to znowu czymś przyłożyć, żeby zechciało się schować i nie przebijać na kolejne warstwy, w tym docelowej bieli.
Jeśli macie jakieś doświadczenia kominowe - bardzo proszę o porady i wskazówki. Nawet jeśli ich wydźwięk będzie dramatyczny:D

Dla zachowania zdrowia psychicznego nie wrzucam zdjęć - ale uwierzcie mi, jest strasznie:):)
Wrzucam za to zdjęcia krzewuszki, która właśnie pięknie zakwita.
Aaa, żeby jednak się czymś pochwalić krzewuszka będzie w towarzystwie odnowionych mebli ogrodowych. Przynajmniej to mi wyszło;)





I przed malowaniem - załapało się tylko krzesło, reszta już się maluje;)


* Zanim wpadłam na pomysł bielenia myślałam o skuciu z niego tynku i odsłonieniu wszystkich cegieł -  okazało się jednak, że razem z tynkiem sypią się niektóre cegły;)

wtorek, 12 maja 2015

Nie tacy Zimni Ogrodnicy...

Na tyłach Kwiatowego ogrodu rośnie biały bez. 
Jest nieco późniejszy niż te okoliczne lilaki - i bardzo dobrze! Jak już przekwitną te non-stop-znoszone do domu fioletowe to zastępuję je własnymi białymi:) 
Na zdjęciu w towarzystwie uroczo podartych jeansów Miastowej… Ktoś wie dlaczego te najbardziej przetarte i rozwleczone są najwygodniejszo - najulubieńsze? :D:D 
Dobrze, że moda takim sprzyja… podartusy i bojfrendy górą!:)

Dziś po raz pierwszy od dawna znalazłam chwilkę by wyskoczyć do ogrodu. Przepieliłam skrzynki, wzruszyłam ziemię, rozsadziłam zioła… Najdalej do soboty planuję zasiać i zasadzić wszystko to, co w zasadzie powinno już kiełkować;) 
U stolarza wylądowały też drzwi do szklarni (wreszcie!!) - wymagają nowej szyby, stłuczonej podczas którejś z jesiennych wichur… Czas najwyższy sadzić przecież pomidory. Ogórki też...
No i kwiaty, kwiaty oczywiście! Koniec wymówek, że czekam na Zimnych Ogrodników;) 
Coś czuję, że nie szybko opuszczę giełdę kwiatową w sobotę… Jeśli dojrzycie gdzieś uśmiechniętą postać dzierżącą pod pachą korytko pełne sadzonek, z rękami zajętymi kolejnymi korytkami pełnymi sadzonek - to pewnie będę ja:) 

Flowers are the girls best friends, Marilyn Monroe!:):)






Poniżej bzy w kance na tle bzów na drzewie;) Bystre oko pewnie zauważy niemiłosiernie wytarty blat ogrodowego stolika. Tak, tak, on też czeka na pomalowanie! 

… tylko kiedy??



PS. Nie wiem jakie są Wasze tegoroczne doświadczenia ze ślimakami. U mnie już są.  I jest ich dużo! Z tego względu nie siałam sałaty w szklarni bo - niestety!! - taka młodziutka sałata to zaproszenie ślimaków do szklarni i późniejsza walka o ocalenie małych sadzonek pomidorów… A tak to pewnie ślimary będą ale nieco później, jak już pomidory podrosną i nie będą tak atrakcyjne smakowo;)

***

O rany!!! Chłopcy oglądają właśnie  "Było sobie życie", odcinek o narodzinach…  Jednym uchem słyszę gorącą dyskusję na temat skąd wychodzi dzidziuś i że wcale nie wychodzi z brzucha tylko z małej dziurki!
Yyyyyyy, lecę!:):)

piątek, 8 maja 2015

Im dalej w maj...

… tym piękniej! :)

Ostatnio mam dużo pracy (nadal!) i dużo jazdy, jeżdżę więc i zachwycam się wiosną - a właściwie kilometrami wiosny;) Pięknie jest, zielono, wszystko kwitnie… aż żyć się chce! I ten niesamowity zapach powietrza po deszczu… Chyba się starzeję, wychodzę na pole i wdycham :P

***

Biegnąc przez Kraków dojrzałam stary komis. Mnóstwo szpargałów i rupieci, na pierwszy rzut oka nic tu dla mnie… Na drugi jednak… piękna ceramika w kwiatuszki! W komplecie dzbanek na herbatę, cukierniczka i mlecznik.

Tak, miała bardzo dobrą cenę.
Tak, kupiłam ją.
Tak, zdążyłam ubić brzeg dzbanka zanim dowiozłam do domu!!!

… i to tak w drobny mak, za nic nie da się skleić... Żeby chociaż gdzieś na dole, z tyłu… Ale nie! To musiał być brzeg:P
Nic to, dzbanuszek i tak wykorzystam, jak nie na herbatę to do kwiatków;)

Na zdjęciach nasza polska ceramika z Wałbrzycha w towarzystwie kolejnej partii bzów:)





I widok na ubicie… ech!


Ale z profilu wygląda nieźle, prawda? Na półce nie będzie widać;):)



Nie wiem gdzie wychodzicie wychodząc na dwór - ja w małopolsce wychodzę na pole albo na polko :D:D
Kiedyś, mieszkając na Śląsku wychodziło się na dwór… a teraz proszę, jak ładnie dopasowałam się do małopolskich realiów:D:D

Czekam na wieści z Waszego pola :):)

piątek, 1 maja 2015

Pierwszomajowe bzy i niekończąca się…

… robota!!

Po powrocie z Holandii postanowiliśmy powykańczać w domu wszystko to co zaległe (od czasu wprowadzenia znaczy się:P) i co jakoś nie chciało zrobić się samo;) 
Wpadliśmy więc w robotę po uszy!
Nie dość, że musieliśmy nadgonić zaległości w pracy to jeszcze co i rusz wymyślaliśmy sobie nowe zadania:
… a co powiesz Cinku na zabudowanie skosów na poddaszu? 
… a gdyby tak zmienić metalowe szafki z sieni na jedną większą i wstawić dwa drążki na ubrania to usunęlibyśmy rząd ciuchów na poddaszu… 
… oooo, i wtedy powiesilibyśmy tam hamak!!:):)
… a gdyby tak wybielić tą szarą część komina to byłoby jaśniej…
… a co powiesz na zamknięte szafki w kotłowni? Nie kurzyłoby się!
… a potem można by kotłownię zamknąć drzwiami zamiast kotary (bo ile można ją prać??)
… jeszcze wybiorę brązowy odcień farby i pomaluję łóżko Antosia…
… i przeniosę biurko Piotrusia na drugą ścianę i dostawię mu małą szafkę, tę ze strychu…
… a gdyby tak pomalować meble ogrodowe białą farbą??

Ufff! :D:D 
Oczywiście nie skończyliśmy wszystkiego ale zrobiliśmy naprawdę dużo. 
Skosy garderobiane na poddaszu są już zabudowane przesuwanymi płytami (muszę je jeszcze pomalować na biało), szafki w kotłowni zostały zamknięte, drzwi wstawione (choć nie docięte;)) a biurko przeniesione. 
Wypatrzyłam też prostą sosnową szafę do sieni, która zastąpiłaby metalowe szafki - myślałam o kupnie czegoś starego ale niestety nijak nie umiem upolować takiej o szerokości 80 cm. Jeśli coś wam wiadomo o starej, wąskiej na 80 cm szafie to pięknie proszę o kontakt:):)
Pozostało… ech, szkoda gadać! Jeszcze trochę roboty przed nami;)

***

Zakwitły bzy:) 

Jak co roku wybrałam się do pobliskiej wsi gdzie przy drodze rosną sobie całe rzędy lilakowych krzewów i nacięłam pół bagażnika pachnących gałązek.
W tym roku nie kwitną tak bujnie jak w zeszłym, dała im się bowiem we znaki łycha koparki pogłębiająca przydrożne rowy… 
Tak czy inaczej bez choć skromniejszy w kwiaty jest już w domu i pachnie. Obłędnie pachnie!:)
Zdjęcia nie oddają jego uroku, zwłaszcza przy tak azorkowej pogodzie jak dziś;)






Mój nowy ulubiony "gadżet" - mała drewniana skrzynka, w której trzymam zioła i przyprawy... Teraz są zawsze pod ręką;):)


Drzewa pomalutku kończą kwitnienie, ogród pięknie zarasta… Uwielbiam ten zielony otulacz:):) Pnąca róża tak się rozkręciła, że zarosła niemal pół kuchennego okna (to to po prawej stronie). Nie ma wyjścia, trza w różę iść i coś z tym zrobić (odplątać, powywijać, obniżyć…). To będzie bolesna akupunktura;)


Warzywnik nadal nie tknięty. Powtarzam sobie w myślach, że przecież na Zimnych Ogrodników czekam… :D:D


A tu widok na różę z kuchennego okna… Jest pięknie zielono ale w pochmurny dzień jednak zabiera trochę światła. Muszę zadziałać;)


Tymczasem wieczór nadszedł, czas odpocząć… miłego długiego!:):)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...