poniedziałek, 22 grudnia 2014

Kandyzowana skórka pomarańczowa i manewry nocne.

Oto najlepszy dowód na to, że grubo po pierwszej w nocy to przyzwoity człowiek powinien spać a nie grzebać w bloggerze;)
Weszłam sobie do skrzynki bloggerowej, patrzę a tam grubo od zaprzeszłych komentarzy. Święcie przekonana, że usuwam je z maila pstrykam, zaznaczam, usuwam, następna strona... pstrykam, zaznaczam i usuwam dalej…

Łaaaaaaaa!
Okazało się, że wykasowałam sobie wszystkie Wasze komentarze z bodajże pięciu ostatnich postów! Dobrze, że znużenie wzięło górę i nie zapragnęłam usunąć wszystkiego bo by blog dziś świecił pustkami komentarzy niczym święty turecki;):)
Postanowiłam nigdy więcej nie wykonywać takich manewrów w nocy.
Co najwyżej przeglądać Wasze blogi.
Lub czytać gazety.

Albo spać, jak nakazuje natura:P

***

Wrzucam przepis na pyszną skórkę kandyzowaną w syropie - od dłuższego czasu kombinowałam z różnymi proporcjami cukru szukając tej właściwej (większość skórek wg przepisów znalezionych w internecie niestety scukrzała mi się a ja chciałam gęsty syrop;)).
No i mam wreszcie swoją dobrą recepturę. Ku pamięci;)

Skórki pomarańczowe kandyzowane (w syropie)


4 pomarańcze obieram, pozbawiam białej części (albedo) i kroję w drobną kostkę. Zalewam wrzątkiem i gotuję na minimalnym ogniu przez 5 minut. Odcedzam, jeszcze raz zalewam wrzątkiem i znowu gotuję na maleńkim ogniu przez 5 minut. Znów odcedzam.

Łączę 1,5 szklanki cukru z 1/2 szkl wody i do gorącego syropu wkładam pokrojone w drobną kosteczkę skórki. Gotuję 45 min (ma tylko delikatnie pyrkać!) bez przykrycia, od czasu do czasu mieszając. Jeśli pod koniec tego czasu gotowania syrop zaczyna się spieniać białą pianą to skórka jest gotowa i trzeba przerwać gotowanie (jeśli będziemy kontynuować spienianie to mamy niemal jak w banku, że całość się  scukrzy…).  Nie odlewam syropu tylko zalewam nim skórki w słoiku. Przechowuję w lodówce lub mrożę w małych porcjach (można wykorzystać kostkarkę do lodu;)). Jeśli ktoś chce może też zapasteryzować.
Kandyzować można też całe plastry pomarańczy wraz ze skórką i wykorzystać je potem do ozdoby ciasta (mhmmmm, serniczek!:)) a aromatyczny syrop połączyć z alkoholem i nasączyć nim biszkopt…
Osobiście gdy tylko mam możliwość staram się kupować pomarańcze organiczne, niepryskane, takie z mięsistą skórką… Takie smakują najpyszniej:)



Uciekam robić pierniczki z dziećmi, miłego dnia!:)

sobota, 20 grudnia 2014

Szybki bożonarodzeniowy wianek i awaria choinkowa;)

Plany miałam piękne.
Jeszcze jesienią myślałam sobie jakie to bożonarodzeniowe wianki uplotę - z mchu, patyków, iglaków… No i plany planami zostały;) Powód jak zwykle ten sam - brak czasu!
Opatrzność jednak nie pozwoliła by na Kwiatowej wianków brakło;) Do zakupionych choinek sprzedawca dołożył bowiem dwa proste wianki z iglaków...
Targana dzisiaj wyrzutami sumienia (bo dwa golce wisiały i wisiały…) a później silnym wiatrem (wiało, że hej!!) przysiadłam na schodach i podrasowywałam wianki z prostych na… proste ale takie nieco bardziej moje;) Wplotłam kilka drobnych gałązek tuji, dodałam owoce dzikiej róży i już, gotowe:):)
Wprawdzie wprawne oko dojrzy nie pierwszą świeżość owoców dzikiej róży (tak, tak, to te same z tego jesiennego postu) ale co tam! Przecież florystyka nie po takie suszki sięga prawda?;):)  Czerwony akcent jest? Jest! A że z lekkimi zmarszczkami? To tak jak i u właścicielki wianka, z blisko czterdziestką na karku:D:D

Wianki wyglądają teraz tak:


A wyglądały tak - też ładnie ale były mniej moje;)


A tak poza tym to małą awarię choinkową zaliczyliśmy… 
Największa z kupionych choinek stanęła w dużym pokoju tydzień temu. Dziś przygotowałam światełka i bombki, zabieram się z chłopcami za dekorowanie a ta zielona panna sypie garściami igieł przy najmniejszym dotyku, jeeeeejku! Wyschła całkowicie!! 
Żywą choinkę mamy od lat i wiadomo, prędzej czy później każda wysycha ale ta pobiła rekord wszechczasów;) Nie było wyjścia, trzeba było choinkę pożegnać… Oczywiście tegoroczna była wyjątkowo rozłożysta więc wybrażacie sobie jak wyglądał dom po przeniesieniu i przetarganiu jej przez wszystkie drzwi… Jak zielone pole bitwy;):D 
Postanowiłam nie kupować kolejnej dużej choiny, zrobiłam tylko małą zamianę - ta mniejsza z kuchni przeszła do pokoju (to ta z poprzedniego postu), a jeszcze mniejsza, która miała ozdabiać dom z zewnątrz stanęła teraz w kuchni... 
Tak też będzie dobrze!:)

Plus jest taki, że te dwie mniejsze choinki mają cały korzeń, jest więc szansa, że postoją dłużej a może nawet uda się je wsadzić wiosną do ogrodu - zeszłoroczna przyjęła się pięknie!:):)

Na zdjęciu poniżej panna z zewnątrz, stojąca teraz w kuchni;)



…a w koszyku dwa małe iglaczki, które zamieszkały już na kuchennych półkach.



Gonię do kuchni zmielić mak i nastawić domową skórkę pomarańczową:):)

***

I trochę mniej świątecznie a bardziej kuchennie;)
Wiecie, taka tam ze mnie zwariowana kobieta, która wierzy, że w sezonie jesienno - zimowym czosnek sprawdza się świetnie, zwłaszcza przy wszelkich przeziębieniach i katarach…
Ostatnio wymyśliłam sobie zupę, która ma duuużo czosnku a wcale go nie czuć… I co najważniejsze smakuje pysznie, wszystkim!:):) Robię ją raz w tygodniu, zjadamy i - mam nadzieję - odganiamy wszelkie mikroby;)
Jeśli ktoś chciałby spróbować to proszę:

Krem pomidorowo - czosnkowy z tymiankiem
- główka czosnku, obrana / ząbki siekamy na kawałki, jak leci;)
- 2, 5 szkl pulpy pomidorowej
- 3 lub 4 szklanki bulionu (w zależności jak wytrawną zupę chcemy otrzymać)
- tymianek
- sól do smaku
- solidna łyżka masła

Na maśle, na minimalnym ogniu przez 2 - 3 min podduszam posiekany czosnek, dosypuję łyżeczkę (albo i więcej;)) tymianku, mieszam (będzie pięknie pachnieć!:))  i po chwili zalewam pulpą pomidorową oraz bulionem. Gotuję na małym ogniu aż czosnek będzie miękki, dosalam do smaku i miksuję na gładki krem. Podaję z grzankami posypanymi parmezanem.
Smakuje pysznie więc polecam!:)

…zdjęcie dorzucę jak przygotuję kolejną porcję, ta znikła zbyt szybko;)

środa, 17 grudnia 2014

Przed-świątecznie...

Bardzo nieśmiałe te świąteczne akcenty w tym roku u mnie, baaardzo;)

W zeszłym roku o tej porze miałam już wianki i zielony chochoł na kuchennym oknie, stała ustrojona choinka i jej małe wersje w doniczkach... A w tym?
Wisi wianek w kuchni. Sam, solo i czeka aż się zlituję i coś mu tam przypnę.
Stoją też choinki, golusieńkie jak je matka natura stworzyła:) Od trzech dni mamy je z chłopcami stroić i jakoś tak... schodzi;) A to bombki się zawieruszyły a to lampki nie świecą... Przeważnie jednak zbyt szybko robi się zbyt późno, znacie to?;):)
Wymarzyłam sobie, że w tym roku oprócz choinki w dużym pokoju postawię mniejszą w kuchni - bo to u nas najczęściej oblegane miejsce w domu. Kuchenny stół to takie nasze rodzinne centrum dowodzenia, jedzenia, pracy i zabawy:)
Stoi więc choinka w kuchennym kącie, z naprędce przywieszonymi Ilowymi serduchami. Ładnie się zrobiło, świątecznie! I to nawet teraz, kiedy stoi naga, bez ozdób i światełek… To był dobry pomysł:)

W planach mam jeszcze zakup mini choineczek do włożenia w kubki i cebul hiacyntów - mimo, że to nie nasza tradycja to bardzo podoba mi się ten skandynawski zimowy akcent.
Ach, no i jeszcze pieczenie pierniczków z chłopcami!:)

Nie wiem jak Wy ale ja od kilku lat staram się mieć zdrowe podejście do przygotowań świątecznych. Bez szaleństw, obłędu i pucowania domu po nocach… Wszakże nie to się liczy, prawda?:):)








***
Mało świątecznie ale muszę napisać bo zapomnę;)
Nie wiem ile z Was  ma dzieci i jaką część owych dzieci stanowią chłopcy a jaką dziewczynki.
Mnie przypadło dwóch energicznych chłopców więc siłą rzeczy obserwuję chłopięcy świat, w którym na topie, stale i niezmiennie jest rysowanie i budowanie wszelkiego rodzaju czołgów, nieziemskich broni z bombami tudzież laserami (znajomi od chłopców pocieszają mnie, że to normalne:)), podbijanie gwiezdnych galaktyk oraz projektowanie torów wyścigowych i zabawa samochodami.
Ach i jest oczywiście wspólne tarzanie połączone z tłuczeniem się (znajomi od chłopców pocieszają mnie, że to TEŻ jest normalne:)).
Ale mimo tych typowo chłopięcych zachowań gdzieś tam podświadomie chłopcy łapią, że ich matka (ja!!:)) rozstawia po domu kwiatki, kładzie serwetki w łączkę i ogólnie zwraca uwagę żeby było ładnie…
 I co otrzymujemy? A np to - zrobiony przez Antosia dom z lego, w którym obok pięknie zastawionego stołu (lodami!!) mieści się udekorowana kwiatami kuchnia a tuż obok, za ścianą plac manewrowy z hurtową ilością czołgów i wozów opancerzonych:D:D
Z równie wielkim rozczuleniem obserwuję Piotrusia jak po gwiezdnych wojenkach i potyczkach sięga po ulubione przytulanki i z wielkim zaangażowaniem buduje im domek i papierowe łóżko. Z kołderką!:):)
Nie mogłam się powstrzymać, zrobiłam zdjęcia telefonem... ku pamięci!;)



Czy u Was jest podobnie, posiadaczki chłopięcych dzieci??:):)


piątek, 5 grudnia 2014

Przedświąteczne wianuszki z barwinka

Dzisiejszy wpis będzie w biegu (jak zwykle;)), w buroszarościach (bo kto to widział robić zdjęcia o zmroku??;)), za to z pierwszym świątecznym akcentem;) 
Jedząc późny obiad przypomniałam sobie jak to wczesną wiosną zwijałam zielone gniazdka z barwinka… Mróz, szron, wszystko sztywne a tu proszę, barwinek po przyniesieniu do domu pięknie odtajał i dał się zwinąć w w żywe zielone wianuszki:)
Pomyślałam sobie, że ta sama sztuczka mogła by się udać i teraz, w grudniu - takie krople żywej zieleni byłyby miłym przedświątecznym akcentem:):)

I co? Udało się!:)
Pęczek zmarzniętych roślinek najpierw rozmarzał na klamce drzwi wejściowych a później, już zwinięty w zielone wianuszki przyozdobił świece… Co ważne - liście barwinka nawet po zaschnięciu pozostają zielone:)
Patrzcie proszę łaskawym okiem na jakość i urodę tych wianków (jak i zdjęć!!), to tylko próba generalna;):) Wersję urodziwszą zrobię w wolniejszej chwii;)

A jeśli macie w zasięgu ręki barwinka - polecam!:)





***

Wieczór, przychodzi do mnie Antoś, w ręce trzyma tekturowe COŚ:
Patrz mama, zrobiłem telefon, fajny?
Ja: super syneczku!
Antoś: jest na nim klawiatura i cyfry, o, a tu się ścisza…
Ja: świetnie to wymyśliłeś, wygląda jak prawdziwy!
Antoś: I przyciski narysowałem, i ekran… Nawet zdjęcia można nim robić.
Ja: świetny jest, lepszy niż moja komórka!
Antoś: A chciałabyś taki?
Ja: no jasne!
Antoś: No to się zamień, ja CI dam mój a Ty mi dasz swój:):)

poniedziałek, 24 listopada 2014

Poduszki.

Na sofie w dużym pokoju leży zawsze dużo poduszek. I pledów.
Len i bawełna, biel, krem, szarości... Jest też kilka delikatnych pastelowych łączek.
Uwielbiam nocną porą (bo zwykle wtedy mam chwilę dla siebie;)) zakopać się w tych miękkościach i zerkać okiem w gazety. Lub książki;)
Dzisiaj dołożyłam kolejne dwie poduszki, tym razem z nutką kobiecości - bawełnianą koronką po bokach:):)

Już je lubię, bardzo:)

A tak a apropos książek - w sobotnią noc (bo kto by tam odsypiał tydzień!;)) połknęłam najnowszy tomik Małgorzaty Musierowicz "Wnuczka do orzechów". Mam do nich słabość od czasów bycia nastolatką czyli całkiem długo już;):)
Znacie, lubicie?:)






***

Uwaga, tylko dla dorosłych ;):)
Zauważamy, że nasz starszy dzieć dorasta (jejkuuu, już!!). Znaczy się wchodzi w fazę, w której zauważa się już różnicę między osobnikami płci męskiej i żeńskiej;) No i właśnie...
W domu co prawda nie ale w szkole, i owszem, wiele tematów w chłopięcym gronie dotyczy tych właśnie różnic.
I nazewnictwa:)
... rysunków też;):)
Jedziemy sobie ostatnio autostradą, noga za nogą bo korek przed nami i korek za nami, my na pasie lewym (szybszym z nazwy;)), po prawej kolega TIR. Jedziemy sobie równiutko obok siebie, chłopcy machają panu z TIR-a, pan odmachowywuje, po czym nasz pas nieco bardziej przyspiesza, tak, że widać już z boku przednią szybę TIR-a.
A za szybą, pisane wielkimi jak wół literami imię pana kierowcy stoi - WACEK:):)
... Piotruś wpadł w chichot.
Chichotał.
Chichotał.
I chichotał, powtarzając co chwilę: Wacek, ja nie mogę, Wacek!:D:D:D

Mina ojca i matki - bezcenna:D:D

... i weź tu potem kieruj rozmowę tak by do dziecia doszło, że to normalne imię i że niekoniecznie oznacza to co dzieć myśli, i że można (a nawet trzeba!!) z rodzicami rozmawiać, o wszystkim, o wacku też;):):)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...