wtorek, 21 października 2014

Warzywnik, ostatnie migawki

To już ostatnie migawki z jesiennego warzywnika... 
W ziemi siedzą jeszcze resztki marchewki, pora i buraków, zielenią się kępy pietruszki i -  o dziwo! -  odrosły mocno przycięte zioła. Nadal więc mam rozmaryn, szałwię i majeranek, pachnie mięta i melisa, kwitnie bazylia... Odżyła też nasturcja i nagietek. Ba! Zakwitły nawet pojedyncze pędy groszku! Kto by pomyślał że jesień aż tak im będzie służyć;):)

Na zdjęciach warzywnik opatulony w poranną mgłę:)



Moją wieś niemal z każdej strony otaczają sady. Jesienią są pełne jabłek i gruszek, których nikt nie zbiera bo się nie opłaca albo się nie chce;) Nigdy tego nie zrozumiem, naprawdę! Jak można nie chcieć? Nawet dla siebie?:)
Tak czy inaczej my co jakiś wędrujemy z koszykiem i przynosimy do domu te skarby - smakują wyśmienicie!:):)
O, taki np. kompot - zapach słodkich jabłek wzmocnionych goździkiem i cynamonem niemal codziennie roznosi się po domu... Luuubię to!:)



I już zupełnie na koniec (w nawiązaniu do jabłek;)) wklejam zdjęcie, które bardzo lubię - pojedyncza jabłonka oblepiona owocami:) To niestety nie mój sad a Wdzydzki skansen ale mam nadzieję mieć kiedyś takie stare drzewka u siebie. Dowiedziałam się, że stare odmiany mają już nie tylko w Skierniewicach ale i pod Krakowem... a to do mnie blisko;)


Dziewczyny a tak na marginesie - czy tylko moja wieś niezbieranym owocem leży?;)

poniedziałek, 20 października 2014

Omszone lampiony

Z tyłu, za domem jest taki ciemny i wilgotny skrawek ziemi, do którego nie zagląda słońce - mam tam swoją domową plantację mchu i paproci;)
Dziś wyrwałam kilka kawałków mchu i włożyłam je w lampiony.  Miło widzieć jak fajny efekt może dać takie-tam-sobie-zwyczajne półminutowe DIY;)  Lampiony wyglądają uroczo!:)

A dla odmiany za oknem ciemno, mokro, coraz zimniej... I dzieci jakieś najeżone chodzą;) Idę zrobić gorącej czekolady:):)

A jak u Was z okołojesiennym nastrojem?:)




... i w domu:)


piątek, 10 października 2014

A w październiku...

Liści coraz mniej, gęstych zarośli mniej... łatwiej teraz wypatrzyć dodatkowych mieszkańców ogrodu na Kwiatowej;)

Jest więc jeżyk.
Przyznaję, że zupełnie rozbroiła mnie dwójka moich rozbrykanych chłopców, z kijami, dziurami na kolanach (bo właśnie kopali kolejną w tym roku bazę;)) z przejęciem klęczących pod bzem i w bezruchu (tak, tak, w bezruchu!!) obserwujących jeżyka:) Po pierwszym zachwycie przynieśli mu skrzynkę i jabłko, nagrabili liści... No i nazwali jeżyka... Słodziaczkiem:)
Jest i rodzina sikorek, która wytrwale "wydziobuje" nowe gniazdo, tuż obok okna na poddaszu. Stukanie zaczyna się zwykle koło 6 tej rano:P
Są małe żabki... Chłopcy (jak zawsze!) zalewają wodą wykopywane przez siebie dziury w ziemi, stąd mamy całkiem niezłe akweny wodne;)
Są koty, nie nasze co prawda ale zachodzące do nas po sąsiedzku... Tak, tak, te same, które tarzały się latem w mojej kocimiętce:)
Trzemieli, pszczół i os nie liczę;)

Ostatni tydzień na południu to bajka, piękne dni pełne ciepłego słońca... Szkoda tylko, że tak dużo było pracy a tak mało chwil wolnych - jak tu wdychać zapachy jesieni gdy ogród się mija przelotem?;)
Na szczęście weekend też zapowiada się pięknie. Oby!:)






...i Słodziaczek;)


środa, 1 października 2014

Październikowe marcinki

Fioletowe jasne, fioletowe ciemne, różowe i coś-jakby-bordowe... marcinki oczywiście:)

Jak co roku kępy tych prostych, cudownie jesiennych kwiatków porastają okoliczne domy i wsie. To znak, że jesień przyszła na dobre...

I u mnie kwitną:)
Małą fioletową kępkę wyplątałam właśnie z gęstwiny pnącej róży i postawiłam w emaliowanym kubku, w domu.

Cieszy:)





sobota, 27 września 2014

Jesienny zielnik

Jesień nastała, to już kalendarzowy fakt.
Nie wiem natomiast co miało znaczyć poranne skrobanie szyb w samochodzie dwa dni temu... Szybką zimę? Mroźną zimę? Ja zdecydowanie jej nie chcę, jeszcze nie!;):)
Poleciałam do pomidorów, pewna, że to ich koniec ale dały radę, nadal dojrzewają pojedyncze sztuki. Papryki też przeżyły, uff!
Tak czy inaczej incydent ze zmrożonymi szybami przyspieszył wyprawę do ogródka po zioła - do tej pory kwitły bujnie nie niepokojone pogodą ale jeszcze jedna - dwie takie zimne noce i byłoby po nich. A ja nie taki koniec im wymyśliłam... suszyć chciałam, suszyć:):)

Zioła więc nacięte i powiązane w pęczki wiszą (i pachną!!) na starych drewnianych grabiach do siana. W kuchni!;):)







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...