poniedziałek, 29 czerwca 2015

Ogród czerwcowy

Mamy już lato i niemal koniec czerwca... Jak ten czas leci!
Czereśnie zostały zjedzone, truskawki też, dojrzewa za to czerwona porzeczka i wiśnie, są pierwsze maliny i na bieżąco podjadane poziomki. Agrestu nie liczę bo nie miał szans dojrzeć, chłopcy skonsumowali go na zielono;):)


Pomalutku żegnam się z ulubionym widokiem domu opatulonego przez róże:


... ubolewając, że w tym roku za krótko kwitły! Czas kwitnienia skutecznie skrócił deszcz, który padał niemal przez dwa tygodnie i tłamsił kwiatek po kwiatku...
Nie przeszkadzał on jednak innym kwiatkom (głównie bylinom), które pysznią się na rabatach pod oknem, szopą i płotem;) Mam tu swoje ulubione łubiny, floksy, naparstnice i kosmosy:)
Chciałam zrobić szersze ujęcia ale niebo jest non stop zachmurzone (ciemno!) i kwiatki nikną mi na zdjęciach, zostawiając jedynie małe kolorowe plamki;) Trudno, będzie z bliska:)



Nie ma jednak tego złego - padający deszcz spowodował, że drzewa i krzewy są gęste, zielone i duuuże:) Mimo bliskości sąsiednich domów nie widać nic a nic! O proszę, tak pozarastało:



... i tak: biedny listonosz, musi niemal nurkować wkładając listy do skrzynki;)



W warzywniku też zielono - głównie dzięki ziołom i rukoli, które przeżyły zimę bez większych szkód i wcześnie zaczęły rosnąć...  Teraz rosną dalej, kwitną i pachną obłędnie!
Ach, no i pomidorki, malutkie jeszcze ale są:)
Z tyłu, za skrzynkami widać mały płotek - zrobiony w 5 minut z palet;) 2 palety przycięłam do 3/4 wysokości i zaniosłam na tył szopki żeby zgrabnie ukryć kompostownik;):) Teraz tylko je pomaluję brązową bejcą i gotowe... Tyle plany, jak znam życie to w niezmienionym stanie pozostaną do przyszłego roku:P



Tak, tak, na zdjęciu powyżej dobrze widzicie pozostałości po... bożonarodzeniowym wianku:D
Najpierw zawieruszył się w szopie a potem posłużył jako przycisk do bambusowych rurek wypełnionych gliną - chciałam w ten sposób zachęcić do pozostania na dłużej dzikie pszczoły (zwane murarkami - to te, które pięknie zapylają;)). Oczywiście wianek w założeniu miał być tylko na chwilkę, póki nie stworzę porządnego owadziego domku...  I wisi pod okapem szopy do dziś:P
Ale... pszczoły są! Czyli miejsce im odpowiada... A owadzi domek nadal czeka na wolną chwilę;)


Udanego tygodnia!:)

niedziela, 28 czerwca 2015

Książki

Deszczowy weekend.
Pada - nie pada, pada - nie pada.
Pada.
I znów nie pada.

Wykorzystuję więc godzinną przerwę w opadach, przysiadam na schodach (drewno jest genialne, schnie błyskawicznie!), herbatę piję i myślę.
Co robić z książkami??
Sporo oddaję do miejscowej biblioteki (wychodząc z założenia, że w razie chęci na powtórkę wypożyczę a i ktoś inny skorzysta), kolejna część krąży po znajomych a jeszcze inna, ta najbardziej ulubiona tworzy stosiki (kolejne!) pod skosami na poddaszu, przy taboretkach, łóżku, na/przy komodzie...
I rośnie, ciągle rośnie;)
Ale jak ma nie rosnąć skoro tyle fajności wydają? Że nie wspomnę o pięknych książkach i magazynach kucharskich, ogrodowych, wnętrzarskich... Toż to czysta przyjemność tak móc szeleścić kartkami i zapatrywać się na cu-do-wne zdjęcia:) Głównie głęboką nocą gdy rodzina cicho posapuje w łóżkach. Cisza, spokój, kartki...
Znacie to uczucie gdy północ zagląda w okna a Wy przeglądacie właśnie obłędne zdjęcie szrlotki??:):) Albo podjadając truskawki (ostatnie!) wpada Wam w oko nie-sa-mo-wi-ty przepis na chleb?:):)
Ach lubię to!:)




Chyba czas pomyśleć o jakiejś dodatkowej półce i próbować upchnąć ją pod skosami na poddaszu (swoją drogą co te skosy jeszcze są w stanie pomieścić?:)) albo zbić coś samemu...
A może drewniane skrzynki połączyć w jedno, pobielić i książkami wypełnić??
Doradźcie coś... I napiszcie proszę jak to wygląda u Was:)

Macham ciepło znad kubka herbaty, jeszcze przez chwilę - bo kolejna chmura nadchodzi;):)


PS. Zaczytywałam się w Waszych komentarzach odnośnie oficyny... Dziękuję za tyle pozytywnych i dobrych słów!!:):)
Dopiszę tylko (bo ten wątek zaginął gdzieś głębiej na blogu a padło dużo pytań), że absolutnie nie mamy zamiaru opuszczać Kwiatowej, o nie! To nasze miejsce i nasz rodzinny dom:):)
Oficyna pojawiła się zupełnym przypadkiem a skoro już będzie (bo jest uratowana, hurra!) to i pomysł na to jak ją wykorzystać.
Pewnikiem na agroturystykę miejską - klimat Krakowa i dobre miejsce z duszą w jednym... tak sobie marzę;):)

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Oficyna

Oficyna doczekała się w końcu oficjalnego przedstawieniana blogu;)

Zdjęcia zrzucone i posegregowane, w większości jednak słabe, robione na szybko telefonem bądź przy udziale rekwizytu typu chwiejna drabina albo dłuuuga drabina;) Ale są:)

Gdy zobaczyliśmy ją po raz pierwszy wyglądała tak:



… i widok z góry - dach ledwo zipał pozasłaniany czym-się-da:


W skrócie - stan rozpaczliwy;) Nieszczelny dach przepuszczał wodę do środka (mech plus drzewka plus zawalone stropy wewnątrz...), to co zamarzało zimą pękało i niszczyło tynk i cegły (zwłaszcza te na styku z dachem), drzwi i okna rozpadały się przy dotyku palcem, schody pełniły funkcję już tylko z nazwy przykryte daszkiem, który też go przypominał tylko z nazwy;)
Na szczęście miała zdrowe mury.
W środku - nic szczególnego (:D), wyglądało to mniej więcej tak:


Ale MIAŁA DUSZĘ i to coś, co od razu nas w niej zachwyciło:):)
Oprócz tego była maleńka czyli do ogarnięcia i udźwignięcia (40m2) więc zdecydowaliśmy się ją ratować.
Jak się okazało byliśmy jedynymi chętnymi - nie będę udawała, że nie wiem dlaczego… Wariaci, ot co! :D

Wymieniliśmy cały dach (łącznie z wymianą części zmurszałych cegieł tuż pod nim) i zgodnie z zaleceniem konserwatora przykryliśmy go blachą. Ku naszej radości okazało się, że poddasze jest na tyle wysokie, że da się tam wygospodarować miejsce na dwie maleńkie sypialnie, cudowna sprawa! Dzięki temu zyskaliśmy dwa nadprogramowe pomieszczenia:)


Doszły nowe schody (na dniach stolarz ma dorobić podest i resztę barierek):
…oczyma wyobraźni widzę już zieleń pnącą się po tych słupach…


… oraz nowe okna i drzwi, dokładnie takie jakie były tu kiedyś:) Wyczyściliśmy wnętrza (czytaj wyrzuciliśmy zapadnięte resztki stropów i śmieci), wysprzątaliśmy podwórko, zrobiło się ładniej… A ja mam niezłe bycepsy od noszenia worków i machania miotłą:D



Skuliśmy też tynk ze ścian i odkryliśmy piękną starą cegłę… Szybko padła decyzja, że część tej cegły zostawimy - a dokładniej zostanie ceglana ściana na wprost wejścia (to ta na poniższym zdjęciu po lewej, przy drabinie). Reszta została już otynkowana (dorobię zdjęcia) a docelowo będzie (oczywiście!!) biała. Mieszkanka są malutkie więc biel pięknie je "powiększy" i rozjaśni (na każde pomieszczenie przypada tylko jedno okno więc światło jest na wagę złota;)). Sufit również będzie biały, podobnie jak belki sufitowe (nie będę ich chować). 


Tu gdzie teraz jest drabina docelowo będą - a jakże, białe! - schody na poddasze:)


I poddasze:) Na zdjęciu poniżej na surowo, jeszcze bez tynków za to z częścią wymienionych słabych jakościowo cegieł:


… i po tynkowaniu (jest jeszcze mokry więc i szary;)).
Zdecydowałam się zostawić piękny stary pas cegieł z dwoma małymi okienkami (czekają na stolarkę), szkoda byłoby go zakrywać:) Reszta będzie biała, jasna, łącznie z sufitem (docelowo będą tu bielone deski).



I to by było tyle na dzisiaj:)
Teraz czeka nas jeszcze postawienie ścianek wydzielających maleńkie łazienki (na parterze i piętrze), zamontowanie sanitariatów, docieplenie i odeskowanie poddasza, malowanie ścian i URZĄDZANIE:)
Będzie prosto, prościutko… tak jak lubię najbardziej:)

***

I już zupełnie na koniec…
Sporo czasu poświęciliśmy na odzyskiwanie archiwów, ustalanie pozwoleń, zezwoleń… W moim odczuciu nie pomaga się komuś kto chce ratować budowlane staruszki. Mało tego, uważam że to się utrudnia! Tygodnie czekania na opinie, tygodnie czekania na pozwolenia i zezwolenia, zastanawianie się jak sformuować wnioski, żeby przeszły (!! nie uwierzycie, znaczenie ma nawet użycie WŁAŚCIWYCH SŁÓW we wniosku, inaczej odrzucają albo odsuwają w bliżej nieokreśloną przyszłość!!) - w tym czasie z wiosny robi się zima, paskudna pogoda i… - wiadomo, część staruszków znika bezpowrotnie:(
Smutne to ale nie mam poczucia, że w tej kwestii się cokolwiek zmieni kiedykolwiek.

Z perspektywy czasu widzę, że z oficyną mieliśmy szczęście, duże szczęście - kolejnej zimy by nie przetrwała;)


wtorek, 16 czerwca 2015

Barek kuchenny za grosze

Będąc w składziku staroci, w którym ostatnio wyszukałam szafę do pokoju Antosia wpadło mi w oko coś a'la stolik na podwyższonych nogach. Nie za duże, nie za małe… Kiedyś na czymś takim trzymało się telewizory:)
Pomyślałam sobie, że będzie w sam raz na barek - kuchenny albo na taras.

Kupiłam:) 
Z litego drewna, oszczędzony przez korniki, kosztował całe 25 złotych;) Na razie idealnie sprawdza się na tarasie - mieści napoje, kubki, zioła i przyprawy a nawet koce i poduszki do wieczornych posiadówek… Jest super! Nie trzeba wszystkiego upychać na stole głównym;):)

Na zdjęciu barek w towarzystwie goździków ogrodowych - mam do nich ogromny sentyment... Kojarzą mi się z ogródkiem na podwórku Babci, latem było ich całe mnóstwo! 



Z boku planuję mu przykręcić ze dwa - trzy haczyki na ściereczki…






Koszyk przemalowałam na biało przy okazji bielenia komina;) Metodą suchego pędzla, rachu - ciachu i gotowe. W tej wersji podoba mi się bardziej, zwłaszcza w towarzystwie soczyście zielonych ziół:)


Zastanawiam się jak barek zabezpieczyć i czy ewentualnie machnąć farbą… Może białe nogi a blaty w kolorze naturalnego drewna? Albo cały biały? Albo bez zmian?;) Tak czy inaczej oba blaty wymagają przeczyszczenia papierem ściernym bo są poplamione… Co byście zrobiły?:)


PS. Zdjęcia z oficyny nadal czekają na posegregowanie a tymczasem cegły się czyszczą;)

środa, 10 czerwca 2015

Kwitnące pnące róże i stara biała szafa.

Pusto na blogu, puściutko...
Spięłam się dzisiaj w końcu by napisać posta bo jeszcze trochę i czerwiec by minął;)
Dzieje się owszem, sporo, tylko czasu (nadal!) brak by o wszystkim wspomnieć a i zdjęcie jakieś pstryknąć…
Przeraża mnie ten ciągnący się bezbrak czasowy, czy to już tak zostanie? Uprzejmie bezbrak informuję, że wszelakie limity trwania wyczerpał;):)
Bo i lato zaraz, i kwiaty kwitną w pełni i słońce… czas najwyższy na tarasie z kawusią posiedzieć, czy nie tak?:)

Pokrótce na Kwiatowej i okołokwiatowej działo się mniej więcej tak:

Dorwałam starą szafę, białą, nadgryzioną zębem czasu… cudo!:) 
Wymyśliłam sobie kiedyś, że nabędę starą dużą szafę i wstawię do pokoju Antosia by schowała wszystkie chłopięce książki, skarby, pufy, pudełka z lego i inne… Schować, zamknąć i już;) 
Wypatrzyłam więc na aukcji drewnianą szafę w bardzo dobrej cenie, pojechałam na oględziny - a tam okazało się, że sprzedawca ma mały składzik staroci. Moja wypatrzona stała zaraz z brzegu, oglądam ją zadowolona, zaglądam do środka i z tyłu i… nagle za nią, w ciemnym kącie dostrzegam inną starą szafę. Białą, dokładnie taką jaką chciałam! 
Znacie moje "skręcenie" na punkcie białego koloru - wielbię szczerze wszelkie stare białe i proste meble… A jeszcze jak są obśrupane… ;):)
… a jak za owo obśrupanie płaci się połowę ceny bo obśrupane i brzydkie (pogląd sprzedawcy) to już w ogóle :):):)
I guzik mnie obchodzi, że sprzedawca dziwnie się patrzył, że TAKĄ szafę wybrałam.
Starą i brzydką, zamiast ładnej:):)
Poniżej zdjęcie poglądowe, szafa umyta stoi już u Antosia i grzecznie czeka na półki - jak się je koło soboty wytnie to i zdjęcie się zrobi i na bloga wrzuci;)


Kwiatowa zakwitła!:):)
Kwitną pnące róże przed domem (uwielbiam ten czas!) i te koło płotu, kwitną też te wplątane w maliny i wiśnie;) Kosmosy i goździki pokazały pierwsze kwiaty a w naparstnicach aż bziuczy od owadów... Nooo, i mamy pierwsze poziomki i czereśnie:) Podział czereśniowych łupów jest prosty i klarowny - góra drzewa należy do szpaków a dolna do moich chłopców:) Tym sposobem wszyscy są zadowoleni;):)
Zdjęć nie mam zbyt dużo, te poniżej robione na szybko… Może w okolicy weekendu dorobię więcej...






No i punkt trzeci z tych czasozajmujących - oficyna. Wspominałam o niej wcześniej, obiecałam dopisać ciąg dalszy… Dzisiaj tylko słowem wstępu - zrobiliśmy mnóstwo rzeczy, wymian, napraw i tym podobnych. Zaczyna wyglądać wspaniale! Stara, z duszą i - wierzę w to bardzo - z dobrą energią:)
Starałam się robić zdjęcia z poszczególnych etapów, czekam na wolniejszy wieczór by je zgrać i posegregować - wrzucę to wszystko do osobnego posta, mam nadzieję około weekendu.

Tymczasem ściskam Was ciepło!:):)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...