czwartek, 5 marca 2015

Tylko spokojnie...

Tylko spokojnie, to marzec!
A w marcu - wiadomo - jak w garncu;)
Jeszcze trochę i wszystko wróci do normy - ciśnienie przestanie biegać po sinusoidzie jak zwariowane, wiatr ucichnie, deszcz nie będzie tak gładko przechodził w śnieg/śnieżycę/zamiecie śnieżne, nocny minus nie skończy dziennym plusem a biedny człowiek wreszcie będzie się mógł w tym wszystkim odnaleść;):)
Ponieważ i ja chodzę do tyłu (a może raczej biegam:P) a kawa nie bardzo daje radę, stwierdziłam, że czas najwyższy porzucić ją na rzecz czystka - powiem Wam, że cenne to zioło, zwłaszcza przy tej zwariowanej pogodzie. Czystek świetnie pobudza układ odpornościowy do pracy dzięki czemu szybciej zwalczymy bakterie, wirusy a także grzyby i pleśnie… Słowem wszystko to,  na co teraz możemy liczyć:P

W sumie picie czystka to taki mój mały wstęp do lepszego prowadzenia się (ha! Jak to brzmi!:D). Mam zamiar mocno ograniczyć picie kawy (nadużywam!), jeść słodkości jedynie w weekendy a nie wtedy kiedy mnie częstują lub słabnie moja psyche (o mammo!:P), zacząć się regularnie gimnastykować i wysypiać… A potem żyć dłuuugo, szczęśliwie i zdrowo:D

W ramach dbania o zdrowie psychiczne (:P) na stole wylądowały fioletowe dzwonki a na kuchennej szafce nowy bziuczek.
Bziuczek - czyli nic innego jak małe bziuczące radyjko, które codziennie towarzyszy mi w kuchni…  Uwielbiam szmer muzyki w tle! Poprzednie porwał Piotruś bo przecież Mamo ja też chcę słuchać SWOJEJ muzyki! :):)







Odkąd sięgam pamięcią to kojarzę takie grajki w rodzinnej kuchni -  najpierw u prababci Marysi (małe, starutkie radyjko na baterie, które wymieniał pradziadziuś Janek), później pamiętne Lato z radiem w dziadkowej kuchni… No i to szemrzące, czarne na parapecie w rodzinnym mieszkaniu… Miłe to wspomnienia:)
A Wy? Macie swojego bziuczka?:):)

niedziela, 1 marca 2015

Już marzec!

Pierwszy dzień marca, hurra!

Leniwy, odpoczęty, słoneczny… Aż chce się żyć!:)
W ramach bratania ze słońcem i świeżym powietrzem pojechaliśmy dzisiaj do skansenu w Wygiełzowie - cudownie jest się znowu poszwędać bez konieczności nasuwania kaptura na głowę, podciągania kołnierza i chowania zmarzniętych dłoni w kieszeniach;) 
I nie wiem czy to świadomość zbliżającej się wiosny wyzwala w człowieku takie pozytywne odczucia ale zgodnie stwiedziliśmy że to pierwszomarcowe słońce jest inne, cieplejsze… I jak miło łaskocze wystawione ku górze policzki!:)

Po powrocie do domu wyskoczyłam na chwilę do ogrodu - lubię te przedwiosenne chwile:) Chodzę, podglądam, wącham… Tak, u mnie ziemia zdecydowanie pachnie już wiosną! 
A że zakwitły kolejne kępy przebiśniegów to i kolejna partia przybyła do domu, tym razem w mleczniku;)






***

Z cyklu rozmowy rodzinne:
Niedziela, krzątam się po kuchni i mówię do Cinka: Wiesz, naprawdę musimy pomyśleć o czymś do wędzenia. Mam już dość plastikowego smaku wędlin, bleee. Nie czekajmy na wolny czas bo takiego prawie nigdy nie mamy,  po prostu skombinujmy beczkę i uwędźmy.  Albo jeszcze lepiej zbijmy sobie prostą wędzarkę z desek.
Cinek: Jestem za! Drewniana byłaby fajna… Zbijemy, kupimy mięso i popróbujemy.
Ja: Najwyżej wywędzimy za bardzo ale i tak będzie o niebo lepsze niż sklepowe...
Na to odzywa się Piotruś: Ooo, taka skrzynka z desek to byłaby niezła bimbrownia* (!!). Bimberek mógłbym pędzić (!!)
Cinek tłumiąc chichot: A kto by Piotruś ten bimberek pił?
Antoś: Ja wiem! Ja wiem! Justin Bimber!!:D:D:D:D

Nie wiem czy pamiętacie ale swojego czasu Piotruś był absolutnie zafascynowany cyklem na discovery "Bimbrownicy". Do tej pory zna takie sztuczki pędzenia bimberku, że otwieramy szeroko oczy:D Jak widać fascynacja pozostała:D:D

piątek, 27 lutego 2015

Cukiernia Antosia, DIY

Wybaczcie jakość zdjęć, robione telefonem i biegusiem bo solenizant Antoś właśnie myje ręce, potem wpadnie do pokoju i… mam nadzieję, że ulubi swoją nową cukiernię:) 

Od ponad dwóch lat stale i niezmienne układa babeczki i torty z klocków lego, rysuje przepisy, wycina zdjęcia apetycznych potraw z gazet no i oczywiście robi dżemy, przeciery i tysiące własnych autorskich wersji wszystkiego co słodkie;) Co Wam będę mówić, po prostu oczy mu się śmieją gdy mowa o wytwarzaniu słodkości (jedzeniu też!).
Dodam jeszcze, że już jako mały berbeć uwielbiał... kartkować wielkie tomiszcze (ponad 1000 stron!) pt. 1000 przepisów na słodkości z czekolady, liżąc i wzdychając przy każdej kartce:D Na dzień dzisiejszy księga ledwo zipie:D

Mam nadzieję Antosiu, że uśmiechniesz się szeroko gdy będziesz to czytał kiedyś, kiedyś tam... :)

Pomyślałam więc, żeby zrobić Antosiowi cukierenkę - małą, bez szaleństw, taką po prostu jego  (oczywiście koniecznie w kolorach bo przecież Mamo słodycze są takie dobre, że muszą być kolorowe!;)). 
A że najbardziej lubię wykonywać DIY szybkie, łatwe i przyjemnie no więc... 
Cukierenka z gotowych komponentów - bazę stanowi tani tekturowy straganik z Ikea, oklejony plakatem z - a jakże! - muffinkami, do tego sznurek z chorągiewkami (papierowe serwetki złożone na pół i sklejone razem) i w sumie tyle:)
Projekt powstał wczoraj wieczorową porą i zajął mi naprawdę kilka chwil...

Słodkości poniżej wydrukowałam z internetu, dodałam napis Cukiernia Antosia (słabo widać, ach te zdjęcia!) i włożyłam do kieszonki z przodu straganu… Przyznam szczerze, że cukierenka lepiej wygląda w realu niż na zdjęciach:D






Pomyślałam, że o tym napiszę bo straganik z Ikea może świetnie się sprawdzić jako przyszły warsztat samochodowy, ekspozycja budowli lego, sklepik czy księgarnia... wystarczy go trochę podkręcić;) Może kogoś zachęci?:)

***

PS. Pamiętasz Antosiu jak tworzyłeś "domowe kompoty"? Wyglądało to mniej więcej tak, że do baniaka z wodą dodawałeś wg uznania - herbaty owocowe, kakao, cynamon i inne zioła, konfitury... Nie było zmiłuj się, wszyscy musieli pić! I to z radością!:):)

wtorek, 24 lutego 2015

Przebiśniegi i wiosenna chęć na zmiany…

Końcówka lutego… przebiśniegi kwitną już pełną mocą:)
Mała garstka tych małych białych właśnie zajęła miejsce w porcelanowej cukiernicy… Niech i w domu kwitnie:)





Wraz ze zbliżającą się wiosną coraz bardziej mam ochotę zmieniać, malować, przesuwać...
I choć to raczej standart - bo chęci na zmiany mam zawsze -  to jednak wiosną zawsze przybierają na sile:D
Pierwsza myśl to ława kuchenna, brązowa. Tak, już jestem pewna, że przemaluję ją na biało. Pierwsze szlify papierem ściernym zrobione, teraz potrzebuję tylko cieplejszego dnia bez opadów, pod kątem pędzla;)
Myślę też o starej, większej szafie do pokoju Antosia, takiej na książki, zabawki, koszyki a nawet pufy do siedzenia… Ta którą ma teraz (biała) przeniosłabym do Piotrusia, byłaby idealna w zastępstwie dotychczasowej - otwartej, kurzącej się;)
I jeszcze Antosiowe łóżeczko. Machnęła bym na jakiś ciepły brąz, inny od tego teraz… Może trochę głębszy, ciemniejszy? Muszę to jeszcze przemyśleć i w paletę kolorów spojrzeć;)

A u Was jak? Też macie takie wiosenne chęci zmian?:)

***

Antoś bierze prysznic.
Kończy, wyciera się, pomagam mu ubrać piżamę a przy okazji powtarzam (od lat, jak mantrę!):
Stare skarpetki - rozwijasz precle i dajesz na…
Antoś kończy: … na prawą stronę!
Ja: super, tylko nie zapomnij.
Antoś bierze skarpety, wywija i … rzuca pod ścianą.
Ja: Hej, co robisz??
Antoś ze śmiechem: Daję! Na prawą stronę kibla!

Cfffaniak mały, no!:D:D:D:D

sobota, 21 lutego 2015

Sobota, domowo.

Leniwa sobota u nas dzisiaj...
Ciśnienie poleciało mocno w dół, starszyzna rodzinna odczuła więc spoooowolnienie i ratowała się kawą, dzieciaków tradycyjnie nie ruszyło nic:P Całą nabytą przez noc energię z łóżek rano wynieśli i do łóżek wieczorem wniosą:D Przynajmniej u nich nic w przyrodzie nie ginie, u nas, z Cinkiem owszem:P

Za to smaczki kulinarne chodziły za wszystkimi po równo:)
Zrobiliśmy więc domowy budyń czekoladowy, były domowe frytki... Do wieczora jeszcze chwila, ciekawe co jeszcze nam do głowy przyjdzie?

Poniżej sobotnie migawki - patrzę sobie na te zdjęcia i stwierdzam, że wiosna do domu na Kwiatowej już przyszła;) 
A w ogrodzie? Panie i panowie - nadchodzi!
Jeszcze chwilę... 
Jeszcze momencik...
:)



I coś Wam jeszcze pokażę;)
Mimo, że uwielbiam biel w domu to mam pewnego kolorowego bzika... To serwetki! Gdy tylko wpadnie mi coś w oko kupuję a potem rozkładam na stole, podkładam pod kubki, wycinam przykrycia do słoiczków... W szufladzie zgromadziłam całkiem niezły zapas;)


A Wy? Macie tajemniczego bzika? Tudzież tajemniczą szufladę?;):)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...