środa, 3 lutego 2016

... i jeszcze jeden przedmiot sentymentalny.

Życie... Jest a później go nie ma.
Tydzień temu ciepłą myślą pożegnaliśmy dziadka Cina.
Rzucając okiem ostatni raz na dziadkowy pokój Cin wypatrzył stary fotel. Taki ulubiony, na którym dziadek siadał by oglądać telewizję.
Nie namyślał się długo, wziął fotel do nas.
Już wiemy dobrze, że wytarty do jasnego drewna i w nowym obiciu zostanie u nas na zawsze jako  kolejny mebel sentymentalny:)

***

Na Kwiatową zawitały ostatnio hiacynty. Mimo oj-bardzo-lubienia tych kwiatów (bulwy z zielonymi liśćmi to coroczny balsam na moją okołozimową duszę:)) tym razem nie jestem w stanie znieść ich zapachu! Nie wiem czy w tym roku pachną one intensywniej czy też mnie, na starość (:P) wyostrza się zapach? Po prostu nie mogę mieć ich w domu... Po krótkiej sesji fotograficznej hiacynty wylądowały na schodach, tuż obok choinek, tworząc oryginalną zimowo - wiosenną kompozycję;):)
Wzięłam świeży oddech, moi bliscy również;)

... choć kwiatów w domu mi brak!;)



Wspomniany wcześniej fotel dziadka to bodajże najpopularniejszy w czasach PRL-u fotel 366 zaprojektowany przez Józefa Chierowskiego - choć powinnam chyba napisać, że najpopularniejszy wtedy i bardzo popularny dziś. Nie ukrywam, że od jakiegoś czasu i za mną chodziły te fotele - małe, zgrabne i proste... Tak, są zdecydowanie w moją stronę:) 
Smutnym zbiegiem okoliczności (dziadek...) przybył nam jeden ale dosłownie chwilę wcześniej okazało się, że dokładnie takie same (sztuk dwie) ma na zbyciu Dom Kultury w pewnej małej mieścinie... Do tej pory nie mogą się nadziwić po co komu takie starocie, które u nich od lat zagracają kantorek;)
Tak czy inaczej już wkrótce będziemy właścicielami takich oto foteli, sztuk trzy:


... a docelowo chcę by wyglądały mniej więcej tak:


zdj. designalive.pl

Miłego śródtygodnia!:)

sobota, 30 stycznia 2016

Gdy brakuje miejsca...

... na przedmioty codziennego użytku to człowiek zaczyna przeczesywać dom w poszukiwaniu dodatkowej przestrzeni schowkowej. I - o dziwo! - najczęściej jakąś znajduje. Jakiś wolny kąt, zaułek, zaszafie;)
Tak było i u mnie, kolejny zresztą raz.
Od pewnego czasu zaczęły nam się piętrzyć plecaki, rakiety do tenisa, kaski do rowerów i inne chłopięce przedmioty, po które sięgamy zbyt często by upchać je w szopie:P
Pomyślałam sobie, że przynajmniej częściowo problem ten rozwiążą haczyki wkręcone w drzwi do pokojów chłopców.
Są więc haczyki - z plecakami, rakietami, workami na kapcie... U Piotrusia kąt okazał się na tyle duży (i niewidoczny;)), że na podłodze zmieścił się nawet odkurzacz. I super! Wcześniej znoszony z poddasza, teraz wystarczy sięgnąć za drzwi i już:)
Na zdjęciach kąt Piotrusia, jeszcze kulturalny;)
Do koszyka wstawiłam gałązki tuji zdobiące dom podczas Świąt - myślałam, że postoją czas jakiś i padną a one nadal piękne i zielone. Ktoś wie czy to-to tak będzie stało i stało? A może się nawet ukorzeni? Było by świetnie!
Pamiętam, że dawno, dawno temu wstawiłyśmy z mamą tujowe gałęzie do wiaderek z wodą a później wyniosłyśmy je na balkon (w celu zaaranżowania zielonej letniej przestrzeni). Po kilku miesiącach okazało się, że wszystkie puściły korzenie - ale to były spore odgałęzienia,  takie niemal samodzielne... Te przyniesione przeze mnie to w porównaniu z nimi drobnica. Ot, małe cięte gałązki.
Jeśli znacie tujowe zwyczaje i wzrosty - piszcie, chętnie się dokształcę:)



Po zamknięciu drzwi nie widać żadnych zawieszonych na nich szpargałów:


A przecież są, o!:)


Podoba mi się ten wiszący kosz z zielenią. Gdyby nie to, że niepraktyczny - wisiałby do pierwszego trzaśnięcia:D - mógłby być:)


***

Z życia rodziny:

Poranek, męska jajecznica z zacnej ilości jaj, nakładam chłopcom porcje, CInek podaje widelce, Antoś mechanicznie odłada widelec, sięga po łyżeczkę po czym z apetytem zjada pomagając sobie palcami.
Nie zdzierżyłam: Antoś, o ile mogę przymknąć oko na jedzenie jajecznicy łyżeczką, o tyle nie zgadzam się na wspomaganie palcami. No proszę Cię, nie w tym wieku!
Antoś: Ale w ten sposób wszystko nałożę i nic się nie zmarnuje. Sama mówiłaś, że nie można marnować jedzenia (!!).
Ja: No tak ale co innego marnować jedzenie a co innego w fatalny sposób jeść. Może od razu zacznij pomagać sobie nogami? Jak pójdziesz włączyć sobie bajkę to też użyjesz nóg?
Włączył się Piotruś: No to pojechałaś mama… Antek wczoraj zmieniał programy w pilocie palcem prawej nogi…

Nosz kurcze!! :D:D:D

wtorek, 5 stycznia 2016

Styczeń, śnieg, mróz… zima! Oraz zimowe DIY;)

Od kilku dni na Kwiatowej konkretna zima - najpierw przymroziło do -17 stopni a dzisiaj jeszcze pięknie przyprószyło śniegiem. Na sankach nie da się jeździć ale dla oka to miła odmiana po ostatniej szarówce.

Dziś rano zrobiłam sobie kawę, siadłam do komputera i tęsknym okiem spoglądnęłam na biel za oknem... O  nie! Takiej okazji nie mogłam zmarnować!
Już po chwili wyskoczyłam na dwór i cyknęłam kilka zdjęć - jeszcze trochę milczenia i blog sam by mi się zamknął z braku nowych postów;):)
A praca? Nie uciekła, w razie czego nadrobię w nocy;)

Na zdjęciach kawa (a jak!), z mojej nie-tak-dawno nabytej kawiarki… Oj luuubię Ci ja tą kawiarkę! Chodziła za mną już czas jakiś ale dopóki śmigał ekspres to odkładałam jej zakup na bliżej nie określone "kiedyś".
Aż ekspres do kawy padł, na amen;)
Kupiłam więc kawiarkę i teraz codziennie rano z nieukrywaną przyjemnością nalewam wody, wsypuję kawę i parzę. A potem jeszcze raz, po południu;)
I nie wiem co w tym jest ale to ręczne parzenie kawy ma w sobie coś szczególnego… Krzątasz się, nalewasz, gotujesz… Niby zwykłe prozaiczne czynności a jaką sprawiają przyjemność! Nieporównywalną z naciśnięciem guzika;):)

Tak czy inaczej do ekspresu już na pewno nie wrócę.
Do kawiarki owszem, już jutro! ;):)



Na zdjęciach poniżej zaschnięte gałązki brzozy, zasprejowane białą farbą. Półminutowy DIY i miły efekt końcowy, takie lubię najbardziej:) Ja moje bielone gałązki połączyłam z białymi świeczkami (takimi najprostszymi) i całość związaną lnianym sznurkiem wstawiłam do drewnianego pudełka. Stoją sobie w kuchni i zdobią półkę (zdjęcia zrobię jak będzie lepsze światło w domu).
Póki co - wystawione na zewnątrz. Całkiem dobrze komponują się z padającym śniegiem;):)





***

Z życia rodziny (a konkretnie właśnie miniętych Świąt;))

Przedświąteczny czwartkowy wieczór, zebranie z nauczycielami w sprawie ocen półrocznych plus sprawy wychowawcze, w końcu przechodzimy do zbliżających się świąt, zaczynają padać pytania rodziców odnośnie choinki / bombek / ozdób którymi dzieci miałyby dekorować klasę gdy uhahana wychowawczyni mówi: choinkę mamy już zaklepaną bo Antoś (mój!!) powiedział, że jego rodzice (my!!!) mają plantację choinek więc jedna czy dwie nie będzie problemem. Powiedział też, że macie Państwo (znowu my!!!) dojścia (!!!) do fajnych bombek więc bombki też załatwi. Wystarczy poprosić :D:D

***

PS. Pięknie dziękuję za noworoczne życzenia - odwzajemniam je z przyjemnością! :):)

wtorek, 29 grudnia 2015

Boże Narodzenie.

…i po Świętach!

Planowałam sobie co zrobię i jak a życie i tak napisało swój scenariusz;) 
Na dwa dni przed Wigilią chłopcy solidarnie postanowili sobie przypomnieć jak to jest chorować (ostatni raz byli chorzy chyba w zeszłym roku…), więc zostawiłam ich w domu a sama niewyspana (kto pilnował kaszli i temperatur po nocach ten wie;)) zakasałam rękawy i działałam okołoświątecznie - siłą rzeczy ograniczając plany do niezbędnego minimum. Musieliśmy się z Cinkiem podzielić - ja wzięłam na siebie wszystko co kulinarne, domowe i porządkowe a on sklepowe, choinkowe i inne;)

I dobrze było!:):)

Okazało się, że da się cudownie spędzić święta z jedną niewielką choinką (kupioną i ozdobioną naprędce na kilka chwil przed uroczystą kolacją), że wiechcie zielonych gałązek podprowadzonych w ostatniej chwili z ogrodu idealnie sprawdzą się jako zielone akcenty i że da się ulepić setkę pierogów z górką, ugotować rybę po grecku, upiec piernik, makowiec i sernik a w międzyczasie dodać świeczkom kroplę świątecznej czerwieni wyciętej w pośpiechu z serwetek. 
No oczywiście trzeba wtedy pójść spać o piątej nad ranem, ale da się :D:D

Tak czy inaczej nasze święta były rodzinne, niespieszne i miłe:):)  

Na zdjęcia również brakło czasu, te kilka migawek zrobiłam z doskoku, w drugi dzień Świąt…  Będą dla potomnych z lekką wadą wzroku - takie są słabe;):D







Zdjęcie poniżej to nie żart - moja siostra Nikusia przywiozła… bazie!!! Bożonarodzeniowe bazie!!:):)


Poświąteczne i okołonoworoczne serdeczności ślę! :):)

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Hutki - Kanki...

A nie, wcale jeszcze nie będzie świątecznie;)
W niedzielę bowiem zadzwonił dziadziuś Toni (mój tato) i porwał nas na rodzinny spacer w okolice Ogrodzieńca.
Było pięknie! Jeśli kiedykolwiek będziecie zwiedzać ogrodzieński zamek to koniecznie zajedźcie obok, do wsi o zabawnie brzmiącej nazwie Hutki - Kanki. Jest tu góra Chełm i okalający ją rezerwat. Spaceruje się cudnie!
Piękne bukowe lasy, stosy wciąż szeleszczących pod nogami liści, słońce i brak wiatru (góra jest tak otulona drzewami, że nie przedostaje się tu żaden podmuch, nawet w tak wietrzny dzień jak wczorajsza niedziela...). Czysta przyjemność!
Acha, mimo, że to góra to są delikatne tylko podejścia, zero ekstremalnej wspinaczki (piszę to bo nie jestem typem wyczynowca... Uwielbiam spacerować, nawet kilometrami ale bez morderczych podejść pod górę;)), dróżki pną się uroczo to w górę, to w dół, a czasem zaś zupełnie prostą kreską wąwozem pośród skał... Polecam serdecznie!


Wchodziliśmy do rezerwatu od strony placu zabaw, po przejściu niedługiego odcinka, tuż przy zboczu góry rosną piękne krzaki tarniny. Pełne owoców! To dobry czas, żeby ją zebrać i nastawić np naleweczkę;) Wczoraj skupiliśmy się na spacerze i podjadaniu (cierpkie ale korci by jeść dalej;)),  mam jednak cichą nadzieję wrócić tu końcem tygodnia z dużym koszykiem:):) A wiosną, kiedy tarnina zakwitnie na pewno przyjedziemy po kwiaty...

Oprócz atrakcji w postaci tarniny góra porośnięta jest kilkoma rodzajami storczyków więc obiecaliśmy sobie, że tym bardziej wrócimy tu wiosną. Kwitnące storczyki... to musi wyglądać pięknie!

No i już zupełnie na koniec prosta wskazówka jak rozpoznać grab? Ano ma pionowo biegnące bruzdy na korze, i to na całej długości drzewa, tak jak na zdjęciu poniżej... Wiem, że wiecie ale moi chłopcy właśnie się tego nauczyli. Od dziadka;):)


PS. Choć spacer był jesienny to w głowie już klimat Świąt... Do zobaczenia więc w kolejnych postach, tym razem świątecznych!:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...