niedziela, 26 kwietnia 2020

POCZĄTKI WARZYWNIKA

Jakiś miesiąc temu powstał projekt  warzywnik. 
Wygospodarowałam na niego kawałek działki i podobnie jak w drewnianym domu zdecydowałam się na podniesione grządki. Raz, że łatwo się takie skrzynki ogarnia bo jest znacznie mniej chwastów, dwa jest łatwiejszy dostęp (niekoniecznie na kolanach ;)) a trzy odpadł problem usuwania chwastów i ich korzeni - wystarczyło nasypać odpowiednią ilość ziemi, wsypać ją w skrzynki i już,  chwasty naturalnie obumrą ;) 
Prawda jest taka, że w miejscu warzywnika miałam okrutny ugór z chwastami i korzeniami sięgającymi metry w ziemię... A jeżeli w ogrodzie jest cokolwiek czego nie lubię to jest to właśnie przekopywanie ugoru i usuwanie korzeni :P  Wszystko inne mogę robić. I bardzo lubię robić! :)

Na zdjęciu poniżej kawałek działki wytargany dziczkom mirabelkom. 
Po prawej stronie (na zdjęciu nie widać, zrobię kiedy indziej ;)) jest miejsce na ognisko a tu gdzie teraz stoi stoliczek marzy mi się duży drewniany stół, taki ze śladami pogody odmalowanej na drewnie... i lampki, na pewno zawisną lampki w koronach drzew :)



A poniżej początki warzywnika. Póki co zbiliśmy sześć skrzynek metr na metr i mam w nich wysiane sałaty, rzodkiewki, kopry, pietruszki i szczypiorki oraz  groszek i warzywa korzeniowe. A jak wyjemy rzodkiewkę (jest jeszcze malutka) to planuję dosadzić tam zioła. Dużo ziół! I kwiaty, kwiaty też :) Jest jeszcze jedna większa skrzynia, dwa na cztery metry, która czeka na ogórki, cukinie i patisony...


Te worki na zdjęciach koło skrzynek to ekperymentalna część warzywnika, jutowe worki do hodowli ziemniaków :) Gdy zaczęliśmy niedawno rozmawiać o młodych ziemniaczkach olśniło mnie - w czasie zeszłorocznej wywózki śmieci wielkogabarytowych oprócz upolowania zacnego fotela i stolika (będę odnawiać!) wypatrzyliśmy też stosik jutowych worków. Wzięłam, a jakże! :)
No i stoją teraz te worki w warzywniku i czekają na ziemniaki :)
Plan jest taki by w każdy worek wsadzić po kilka kiełkujących ziemniaków przysypanych ziemią. Gdy wykiełkują ponad warstwę ziemi znów je podsypiemy ziemią i poczekamy aż urosną ze 20 - 30 cm by znów podsypać je ziemią mniej więcej do połowy wysokości zielonych pędów (rozwijając jednocześnie worek do góry).
To jest plan, zobaczymy co na to ogrodnicza rzeczywistość :);)




I kadr ze starego sadu, wieczorową porą :)


Miłej niedzieli! :)


piątek, 17 kwietnia 2020

MIGAWKI ŚWIĄTECZNE I PRZEPIS NA WIELKANOCNY MAZUREK

A tak, tak, widzę datę ostatniego posta - niemal dwa lata temu... zleciało!
Tym czasem jest piątkowy wieczór, siedzimy zamknięci w wirusowej izolacji i właśnie znalazłam chwilę, żeby zrzucić wielkanocne zdjęcia i napisać kilka słów.
Więc piszę :)

Były to wyjątkowe te święta, w cieniu koronawirusa i w przymusowej izolacji... Spędziliśmy je sami, we czwórkę, w zasadzie bez większych przygotowań, sprzątań i zakupowych szaleństw - były dwa ulubione ciasta, sernik i mazurek niebiański, był biały barszcz z chrzanem, biała kiełbaska i jajka faszerowane. I wystarczyło!
Szczerze mówiąc, od dłuższego czasu bliskie mi jest życie minimalistyczne więc o ile wirus pokrzyżował plany spotkań rodzinnych o tyle zupełnie nie wpłynął na wszystko inne - i tak by było prosto, w niedużej ilości i bez szaleństw ;) Tak lubię najbardziej :)



Na stole też było prosto i naturalnie. Akurat kwitły mirabelki więc po nie sięgnęłam :)


Dwa malutkie kwiatki doniczkowe włożyłam do ceramicznych kubków, dodałam jajka zafarbowane kurkumą i łupinami cebuli, kilka kwietnych gałązek i już, stół był gotowy.
Aha, pod talerze włożyłam zwinięte lniane serwety - oryginalnie mają kieszonkę i nadruk ale wystarczyło je zawinąć do środka by widoczny był czysty len ;) Bo oczywiście od zawsze kocham len, len gnieciony dodajmy! Swojego czasu na potrzeby wiecznie pogiętych lnianych zasłon (jeszcze w drewnianym domu!) ukułam powiedzenie, że mam zasłonki ze specjalnego gniecionego lnu. I jakoś tak inaczej patrzyły na te gnieciuchy osoby u których firanki niemal w kantkę... ;):)


Tegoroczne zawody w zbijaniu jajek wygrał - tadaaam - Piotruś!



I mazurek, nasz ulubiony, rodzinny. Kiedyś robiła go moja mama a teraz robię ja :)
Gdyby ktoś w przyszłości zechciał go spróbować to podaję przepis -

                                                                Mazurek niebiański



Kruche ciasto:
2 szkl mąki, 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia, 1/2 szkół cukru pudru, 150g masła, 3 żółtka, 1 łyżka gęstej śmietany. Mąkę, proszek i cukier przesiewamy i siekamy razem z zimnym masłem aż powstaną małe grudki. Dodajemy żółtka i śmietanę, szybko (i krótko!) zagniatamy, wstawiamy do lodówki na 1-2 godz. Po wyjęciu rozwałkujemy i wykładamy foremkę (ja podcinam sobie ciasto nożem i przenoszę), nakłuwamy ochoczo widelcem i pieczemy ok 16-18 min w 180 stopniach (góra dół). 
Masa jabłkowa:
5-6 kwaśnych startych na grubej tarce jabłek, sok z cytryny, łyżka masła i cukier do smaku - wrzucamy na patelnie i chwile prażymy. Jabłka mają być słodko kwaśne (z naciskiem na kwaśne) więc nie żałujcie cytryny ;) 
Masa orzechowa: 
200g orzechów włoskich (utłuczonych wałkiem a później jeszcze odrobine zmalaksowanych - maja być grudki i małe kawałki orzechów ale też trochę miałkiego, wtedy smakuje najlepiej ;)), 3/4 szkl mleka, 150g cukru pudru, 200g masła. Mleko podgrzewamy (i mieszamy) w rondlu z cukrem pudrem  aż do wrzenia, zalewamy tym zmielone orzechy i od razu dajemy posiekane masło - mieszamy do rozpuszczenia masła i połączenia składników. Wstawiamy do lodówki aż zacznie się ścinać. 
Na wystudzone i upieczone ciasto wykładamy masę jabłkową a na to tężejącą masę  orzechową, zawijamy i chowamy do lodówki na kilka godzin żeby dokładnie się zsiadło i przegryzło. Ja dekorowałam naturalnie - gałązkami kwitnącej mirabelki :) 



A jak u Was moi drodzy? Pozdrawiam ciepło! :)

***

Jestem na instagramie: @sylwiap_lc


wtorek, 3 lipca 2018

MANUFAKTURA MIRABELEK :)

W tym roku obsypało nam mirabelki taką ilością owoców, że gałęzie dosłownie leżą na ziemi uginając się pod ciężarem śliwek...  Śliwkowe szaleństwo! :)
Podobnie w sąsiedzkim sadzie - najpierw było tyyyyle czereśni! Szpaki w drużynie z naszymi chłopcami nie dały im rady :D a teraz jabłonki... otaczają nas tysiące jabłuszek :) Minus jest taki, że  ogrom owoców łamie gałęzie, które nie wytrzymują ciężaru owoców.
Ale oczywiście nie narzekam, gdzie tam! 
Raczej obmyślam jak to towarzystwo zagospodarować... i czy otworzyć domową manufakturę?  
I tu pytanie do Was - czy macie doświadczenie z przetworami z mirabelek? Jakieś sprawdzone (chętnie babcine!) przepisy? Hmmm... i jak te mirabelki drylować, ręcznie? Chyba padnę po pierwszym tysiącu sztuk :D
Bardzo chętnie przytulę też przepisy na przetwory z jabłek - jest ich tyle, że można do woli improwizować i wypróbowywać wszelkie nowe / sprawdzone / wariackie / nie-do-pomyślenia pomysły ;)
Pozdrawiam ciepło z sadowniczego raju :) 




Od dwóch dni nie pada a nawet zza chmur wychyla słońce ;) Zielenina imponująco porosła nam skarpy, uwielbiam wjeżdżać taką półdziką drogą do domu :)


A poniżej Antoś, znudzony kilkudniowym deszczem zaszył się na tarasie i skonstruował wędkę. Pomysły na wodny wypad też już ma :)


Jestem na instagramie: @sylwiap_lc

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...