Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowanie mebli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą malowanie mebli. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 maja 2015

Odnowione meble do ogrodu i historia pewnego komina...

To miał być krótki wpis o odświeżeniu komina na poddaszu.
Miał być;)
Będzie bowiem długi wpis o tym jak spierniczyć (przepraszam!!) taki-sobie-komin w coś, co nie do końca da się teraz przewidzieć:D

Planowałam wybielić bure otynkowane części komina* a resztę zostawić bez zmian czyli w postaci surowych cegieł.
Zaczęło się niewinnie - wybieliłam to co było otynkowane. Zeszłam z drabinki i spojrzałam na efekt - kurcze, źle!
Po pierwsze kontrast między malowaną bielą a burością cegieł (ze starości i z "osmolenia" przez dym kominowy...) dawał po oczach tak, że nie zdzierżyłabym;)
Po drugie cegły okazały się w słabszym stanie niż sądziliśmy.
A po trzecie bardzo spodobał mi się efekt bielenia (jak zwykle;)) - poddasze bardzo się rozjaśniło.
Podjęłam więc szybką decyzję - bielę cały komin, łącznie z cegłami.

… jeśli kiedykolwiek w przyszłości najdzie mnie ochota na bielenie starego komina wybijcie mi to z głowy, proszę! :D:D Toż to jazda bez trzymanki! Urobiłam się po pachy, miało być 10 minut malowania a wyszły dwa długie popołudnia, przy czym to nie koniec:P

A było to tak: ku ostrzeżeniu tych, którzy jednak się porwą na komin;)
Całość zagruntowałam.
Wyschło.
Zadowolona ruszyłam z pędzlem i białą farbą i zaczęło się... Sypać, pylić, gubić kawałki zaprawy spomiędzy cegieł… Część cegieł łapała biel a część nie, sypiąca się zaprawa mieszała się z farbą zostawiając fantazyjne esy - floresy a to co wypadło ziało czarnymi dziurami i nijak nie dało się zamalować… Ratunku!!
Efekt był op-ła-ka-ny!:P
Oczywiście w międzyczasie musiałam kilka razy odkurzać, bo to co sypało uroczo roznosiło się po poddaszu…
Nie było wyjścia - kolejnego dnia ruszyłam do sklepu po szpachlę i warstwa po warstwie  klajstrowałam cały komin.
Dzisiaj wszystko już niemal wyschło jednak to co nagromadziło się latami w cegłach wyszło na wierzch szpachli w postaci pomarańczowo - brązowych plam… Coś czuję w kościach, że trzeba będzie to to znowu czymś przyłożyć, żeby zechciało się schować i nie przebijać na kolejne warstwy, w tym docelowej bieli.
Jeśli macie jakieś doświadczenia kominowe - bardzo proszę o porady i wskazówki. Nawet jeśli ich wydźwięk będzie dramatyczny:D

Dla zachowania zdrowia psychicznego nie wrzucam zdjęć - ale uwierzcie mi, jest strasznie:):)
Wrzucam za to zdjęcia krzewuszki, która właśnie pięknie zakwita.
Aaa, żeby jednak się czymś pochwalić krzewuszka będzie w towarzystwie odnowionych mebli ogrodowych. Przynajmniej to mi wyszło;)





I przed malowaniem - załapało się tylko krzesło, reszta już się maluje;)


* Zanim wpadłam na pomysł bielenia myślałam o skuciu z niego tynku i odsłonieniu wszystkich cegieł -  okazało się jednak, że razem z tynkiem sypią się niektóre cegły;)

środa, 18 marca 2015

Odnowiona kuchenna ławka

Nareszcie!
Słoneczna pogoda, brak opadów… Idealny moment by wynieść na taras a potem pomalować kuchenną ławę, bez szkody dla rodzinnego narządu powonienia;)
I tak brązowa do tej pory ława stała się biała, na czym zyskała kuchnia stając się jeszcze bardziej jasną... To był bardzo dobry pomysł!:)
Początkowo miałam pomalować całą ławkę ale jak to często bywa - życiem rządzą przypadki;) Zdejmowane siedzisko miałą najgrubszą warstwę farby a jak na złość skończył mi się papier ścierny. Postanowiłam więc wymalować resztę ławki a siedzisko zostawić na wieczór gdy już przybędzie Cinek z papierową odsieczą. 
Pomalowałam dwie warstwy farby, w międzyczasie przybył Cinek z dodatkowym papierem ściernym ale zrobiło się tak zimno i wietrznie, że farba z pędzla zaczęła mi latać:) Machnęłam więc ręką na siedzisko stwierdzając, że domaluję nazajutrz.
A jednak nie domalowałam;)
Późną nocą, po wniesieniu suchej ławki do kuchni i zamontowaniu brązowego siedziska okazało się, że wcale nie wygląda to źle. A jeśli dorzucić do tego argument, że to najbardziej wycieralny i narażony na zniszczenie element w meblu (oprócz siedzących normalnie mam przecież uroczą dwójkę chłopców dla których to ulubione miejsce obserwacji;)) to stwierdziliśmy zgodnie, że zostaje tak jak jest:)

No i jest:)





Więcej zdjęć dorobię kiedy indziej bo na razie słońce (choć cudowne!!) świeci tak mocno i  pod takim kątem, że prześwietla  szersze ujęcia;)

W tak zwanym międzyczasie Piotruś z Antosiem założyli pod płotem plantację stokrotek:)
Nic to, że dziury mam w całym trawniku i że czeka mnie dodatkowe pranie (wiadomo, kolana całe w błocie od klęczenia na ziemi i wyciągania kwiatowych kępek) - najważniejsze, że syny ciągoty przyrodniczo - ogrodnicze mają, to cieszy, bardzo!:):)


Miłego środka tygodnia życzę!:)

***

Piotruś przychodzi ze szkoły, pytam jak tam obiad.
Piotruś: Całkiem dobry, chociaż krupnik nie taki dobry jak nasz. Dali kaszę jaglaną zamiast jęczmiennej jak u nas…
Tu matka (ja!!) otwarła szeroko buzię…
Owszem, jak gotuję a chłopcy kręcą się po kuchni to staram się mówić co robię ale wydawało mi się, że to jednym uchem wpada a drugim wypada (nooo, może za wyjątkiem aktu robienia ciasta, wtedy chłopcy chłoną wszystko jak gąbki oblizując pokątnie palce;):)).

…proszę, czyli kasza jednak dzieciowi została!!:):)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...