Przedwielkanocny czwartek.
Wędliny zamówione, jajka świeżo przywiezione z zaprzyjaźnionego gospodarstwa, chrzan wykopany, gotowy zakwas na barszcz czeka w butelce. Nieźle:)
Nooo, i jeszcze okna umyte choć patrząc na pogodę zastanawiam się po co. Lepiej było brudne zostawić, żeby mniej widzieć szaleństwa zimy za oknem:P
Zostało ogarnięcie reszty zakupów i dosprzątanie domu, potem już tylko malowanie jajek , pieczenie mazurków, gotowanie barszczu… W sumie to całkiem miła końcówka:) Jak człowiek postanowi sobie w tym przedświątecznym czasie
nie szaleć
nie przesadzać
nie padać na nos w środku nocy...
To może być całkiem fajnie:)
Chłopcy nie mogą się już doczekać malowania pisanek. Hehheh, oczyma wyobraźni już widzę te czołgi i gwiezdne miecze:D:D W zeszłym roku nawet trupią czaszkę na jajkach mieliśmy (!!) :D
Do domu zawitała ostatnia już chyba partia stokrotek - razem z bratkami będą nam umilać świąteczne chwile. W ramach dekoracji miałam jeszcze plan przytargania do domu omszonego pniaka lub gałęzi ale pogoda skutecznie mnie do tego zniechęca… Trudno, obędziemy się bez;)
Aha, świeczki też już dostały świąteczne odzienie - w pastelową żółtą kratkę przewiązaną sznurkiem. Prosto…
… a w tym czasie na dworze… Brrrrr! Nie ma szans, po żadne pniaki nie idę!:D
A u Was? Jak tam idzie?:)