Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szwendanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szwendanie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 października 2016

Bo jesień bez dyniowej...

... to nie jest jesień;)

Uwielbiam zupę krem z dyni. Mogę ją jeść codziennie, przez całą jesień i nigdy nie mam dość:)  Przerobiłam już wiele wersji ale tą ulubioną, najulubieńszą pozostaje niezmiennie prosty krem z dyni hokkaido z gałką muszkatołową.
No więc gotuję, miksuję i jem. I znów i znów. A reszta rodziny ze mną,  choć im jednak przeplatam dyniówkę innymi zupami;)


Gdyby ktoś reflektował to podaję przepis:
Dynię hokkaido myję (nie obieram), wydrążam i kroję w grubą kostkę. Dużą cebulę kroję w kostkę, podduszam na łyżce masła, solę, po zeszkleniu dodaję posiekane 2 ząbki czosnku i ocieram ok pół gałki muszkatołowej. Mieszam i po chwili dorzucam 1 dużego pokrojonego w kostkę ziemniaka oraz dynię; solę, mieszam i znów chwilę podduszam. Zalewam bulionem warzywnym ok 1 cm nad warzywami i gotuję do miękkości.
Miksuję, dodaję jeszcze trochę gałki, dolewam bulion by miało lubianą przez nas gęstość i gotowe!
Jemy ze startą drobniutko goudą lub pekorino, ja z Cinkiem dorzucamy szczyptę świeżo zmielonego chili... Takie proste a takie pyszne:)

***

Wykorzystując chwilowy brak opadów wybraliśmy się z chłopcami na kolejne szwendanie, tym razem do pobliskich Więckowic. Wieś to tak stara (okolice roku 1800-nego), że wspominał o niej w kronikach sam Jan Długosz nazywając wówczas Wyanczkowiczami.
Tuż przy domu opieki, w dawnym majątku dworskim (trzeba przekroczyć bramę) jest stary dworek i piękny park pełen starych drzew - wyglądały obłędnie w barwach jesieni! Kierując się kilka kroków w głąb parku dojrzymy stare zabudowania gospodarcze min spichlerz i wozownię a w nich... mini Zoo. To takie maleńkie, pełne zieleni miejsce dla lamy, koni, świnek, kóz i królików.  Nie uświadczycie tu zwiedzających, jedynie pojedynczych podopiecznych domu opieki - mało kto bowiem o tym miejscu wie. Chodźcie więc na spacer, nakarmcie króliki ale ćsiiii... Niech nadal pozostanie tu tak przyjemnie i cicho:)
Tuż za parkiem jest nowy plac zabaw z niewielką furtką do sadu a tam... przepyszne bordowe jabłuszka starej odmiany i równie dobre, większe, czerwone... Nie mam pojęcia co to za jabłka ale zgodnie stwierdziliśmy, że dawno nie jedliśmy tak dobrych! Nazbieraliśmy pełną siatkę, która znikła w dwa dni...
Jutro gonimy po kolejną partię i pewnie nie ostatnią;)



Kojarzycie może co to za odmiana? Kiedyś (tutaj) pisałam o znalezionych w niedalekich okolicy małych czerwonych jabłuszkach - tamte były jednak lekko kwaskowate, idealne do szarlotki. Te z Więckowic są nieco bardziej bordowe, twarde ale niesamowicie aromatyczne i słodkie... Coś pysznego! Zaczęła mi mocno kiełkować myśl o za-szczepieniu takich jabłonek u siebie.
Całkiem niedawno poznałam przemiłego starszego pana, który - jak się okazało - jest skarbnicą wiedzy o starych drzewach owocowych. I pszczołach! Przegadaliśmy dwie godziny:):)
Pan był szczęśliwy, że ktoś go słucha i nie pogania a ja - że mogę się tyyyyle dowiedzieć:):)



I rzut okiem na stary dworek, który z roku na rok coraz bardziej niszczeje. Od dłuższego czasu starają się go odzyskać dawni właściciele, sprawa toczy się w sądzie. Toczy się, toczy i toczy... Lata lecą, dwór dalej niszczeje bo nikt nie chce inwestować w posiadłość o niepewnej przyszłości. Bardzo szkoda! Podobny los spotyka dziesiątki podobnych majątków w Polsce:(



***

Tak zupełnie na koniec naszła mnie myśl - rozmawiajmy ze starszymi ludźmi! Ich wiedza odnośnie historii okolicy, jej mieszkańców, uprawy roślin i zwierząt a czasem tego najprostrzego, codziennego życia jest nie do przecenienia... 
O radości takiego człowieka z poświęconej mu chwili nie wspomnę.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...