Wiosna, wiosna, wiosna!
Przez ostatnie bajkowo wiosenne dni chodzę i wzdycham, z zachwytu :) Soczyście zielone trawy, pierwsze maleńkie liście i biało kwitnące dzikie wiśnie… ach!!
Zimą nie mogę doczekać się wiosny ale kiedy ta w końcu przychodzi myślę sobie, że może to jednak niegłupie, że trzeba na nią poczekać? Że może właśnie taka czekana smakuje nam mocniej i bardziej? :):)
Pierwsze wiosenne stragany uginają się właśnie pod ciężarem bratków i niezliczonej ilości stokrotek. Przecież koło tego nie da się przejść obojętnie, trzeba kupić już teraz, zaraz!
… i dopiero po wędrówce przez pół miasta kiedy omdlałe ręce mówią dość, człowiek sobie uprzytamnia, że przecież można było je nabyć w drodze z, niekoniecznie do :D:D
Zawrócone wiosennie w głowie, ot co! :):)
Równiutko tydzień temu wróciliśmy z deptania Gdańska i okolicznych plaż.
Aż trudno uwierzyć, że niecały tydzień temu jedyną żywą zielenią były jedynie wysokie iglaki przy okołomorskich wydmach :) A dziś proszę! :):)
Tak czy inaczej wielkanocny wypad nad morze udał się bardzo, bardzo :)
***
Podjeżdżam pod dom, akurat wychodzi Cinek, z daleka uśmiecha się i macha mi ręką.
Uśmiecham się i ja, myśląc sobie w duchu jak to wspaniale mieć kogoś kto się cieszy na Twój widok...
Nic odkrywczego, prawda? Ale jakie to miłe uczucie!
