Miały być dwa tygodnie wolnego w czerwcu (kwitnące pola lawendy!!) a został jedynie mocno naciągany tydzień w sierpniu… Ale za to jaki! Odwiedziliśmy Prowansję, o której cicho marzyłam przez czas jakiś:)
Jak zwykle dużym miastom machaliśmy z daleka*, naszym przeznaczeniem była prowansalska wieś i małe zakurzone miasteczka - wąziutkie uliczki pełne starych domów, kamienne schody, ukwiecone do granic możliwości zaułki, bramy, okna… Chodziliśmy po tych wszystkich mieścinach bez końca, chłonąc klimat i atmosferę:) Nawet chłopcy nie mieli dość;)
Naszą bazą wypadową było Fayence - wynajęliśmy tam maleńki kamienny domek, który wieki temu pełnił funkcję… oślarni:) Stąd wszędzie mieliśmy blisko - i na plażę i do wspomnianych wcześniej miasteczek a także po sery;)
Tak, tak, w ciągu tych kilku dni stworzyliśmy całkiem niezłą mapkę miejsc, w których można było kupić obłędnie pyszne sery, prosto od gospodarza:)
Niestety na polach lawenda już przekwitła. Ostatki, które jeszcze kwitły porastały klomby, skwery i okolice marketów;) Wrzucam zdjęcie "podglądowe"... no bo jak to Prowansja bez lawendy!;)
Ukwiecone miasteczko Bormes-Les-Mimosas:
Ach, gdyby tak w Polsce ludzie zechcieli oplatać kamienice winobluszczem, zdobić je pnączami i grubymi donicami pełnymi kwiatów!! I gdyby do tego usunąć miliony reklam, stonować kolory elewacji… ech, marzenia!:))
Bargeme - Village De Caractere. Maleńkie miasteczko, pełne zaułków, kamiennych domów i kwitnących malw. Praktycznie bez turystów, za to pełne pasjonatów handmade'u - swoje pracownie mają tu garncarze, plastycy, gobeliniarze, stolarze… Cudownie leniwe i klimatyczne:)
Urocze miasteczko Gourdon, niemal na szczycie góry (760m n.p.m!). Nie pytajcie jak wyglądała jazda samochodem na górę;) Ostrrrro!:)
Maleńka restauracyjka Au Vieux Four - z pyszną pizzą…
Opuszczone opactwo cystersów Abbaye Du Thoronet - kamienne korytarze, schody, zaułki… Wszechogarniająca cisza i spokój.
I na koniec widok na naszą oślarnię:D Na zdjęciu wygląda na dużo większą niż jest w rzeczywistości...
Oprócz wspomnianych wyżej miejsc serdecznie polecam do zobaczenia maleńkie miasteczko Eze niedaleko Monako. Parkujemy u jego podnóża, przechodzimy przez bramę a potem wspinamy się tysiącem kamiennych ukwieconych schodów w górę i w górę… Jak już niemal opadamy z sił docieramy na szczyt (427 m!) a tam czeka na nas ogród botaniczny Jardin Exotique. Widoki że aaach!
Żeby było zabawnie nie mam stamtąd ani jednego zdjęcia… Okazało się, że po wymianie baterii aparat został w samochodzie a na górę powędrowałam z pustą torbą:P Trudno!
Pozdrawiam wakacyjnie, mam nadzieję, że i Wam udało się na chwilę odskoczyć od codzienności:)
* Chyba już wspominałam, że odkąd mamy dzieci to z uwielbieniem chodzimy po wioskach i małych miasteczkach, z dala od tłumów. Wizja prowadzenia non stop za rękę dwóch energicznych chłopców (lub zagubienia któregoś, rany!!) skutecznie zniechęca nas do wielkich miast - choć czasem owszem, chciałoby się tam poszwędać. W ten sposób my mamy spokój i chillout a chłopcy wakacyjny luz i wolność:)
A duże miasta? I na nie przyjdzie czas:)









