niedziela, 15 grudnia 2013

Klasyczne ni za mną, ni przede mną;)

Dopadło mnie. Klasyczne ni - za - mną - ni - przede - mną. Niby wiem co przed świętami
muszę, powinnam i chciałabym zrobić a jakoś nic z tego nie wychodzi:)

No bo...

Miałam zrobić coś w rodzaju garlandy nad kuchennym oknem (robię ją co rok bo pięknie wygląda)   ale nie miałam iglastych gałązek. Tych nie kupiłam bo nie miałam z kim zostawić dzieci (Piotruś pokasływał).

Mieliśmy z M skręcić łóżko, które już czas jakiś temu sobie wymyśliliśmy - w łazience od trzech tygodni suszą się przycięte grube belki, czekają też szczeble. M wyskoczyło niedzielne spotkanie o takiej porze, że ani łóżka zacząć ani skończyć;) No więc belki nadal tkwią w łazience a ja zgrabnie przemieszczam się między nimi z kolejną porcją prania (czy u Was pranie też samo rośnie??!!).

Miałam dekorować dom z zewnątrz ale wszystkie dekoracje są w garażu i to tak sprytnie schowane podczas przeprowadzki, że trzeba by kilka godzin, żeby to wszystko przepatrzeć i poprzesuwać. M na spotkaniu więc przecież nie będę tam z chłopcami buszować. Chociaż... dla nich to byłby raj:D:D

Miałam wywołać zdjęcia. Już dawno! Tkwią w komputerze zamiast na papierze od wielu, wielu lat... Pomyślałam sobie, że jeśli zaaranżuję zdjęciowy kąt w przedpokoju to w końcu nie zapomnę / znajdę czas / zmobilizuję się i wywołam.
Z miesiąc temu pomalowałam więc stare naświetle (wymyśliłam sobie, że fajnie się sprawdzi jako ramka na zdjęcia - pomalować musiałam bo by go korniki do cna zgryzły;)), kupiłam też białe ramki, powiesiłam wszystko na ścianie i co? Wiszą puste od trzech tygodni!!:D Wstyd!!:D

Co więc robię? A spsikałam farbą w spraju czarny ikeowski budzik - był dla mnie za ciemy, ze wszystkim się "gryzł" (w domu nie mam praktycznie nic czarnego, uwierzycie?:)). Miał być pastelowy żółty ale wyszedł beżowy. I fajnie! Teraz pasuje mi w kuchni:)
Kupiłam na allegro starą książkę kucharską "z krakowianką" - nie jakiś antyk, zaledwie 80-ty któryś rok ale z potrawami, które pamiętam z dzieciństwa a które przygotowywała mama. Korniszonki, karp po parysku i żydowsku, mniaaam!
Upiekłam też babeczki z nutą korzenną, pełne orzechów i migdałów... zjedliśmy prosto z blachy, gorące;)

Pozostała rutyna typu pranie, składanie ciuchów, w międzyczasie obiad... czasami mam wrażenie, że na te standartowe rzeczy, które zrobić trzeba to pół życia mi schodzi! A to w sumie taki bezproduktywny czas... bo co zostaje po czystej i złożonej koszulce? Ano zajęte miejsce w koszu na brudną bieliznę, dzień później;):) Ale co robić, co robić?:)

Ech, idę po kawę:)



I kącik pt. wyrzuty sumienia:P


Białe stołeczki to te z tarasu - przemalowałam bo były sraczkowato - żółte (przepraszam, przepraszam!!:)) a ja tego koloru nie lubię:P Nie wiedzieć czemu ale na tarasie wyglądały lepiej, w domu ich koloryt nabierał jeszcze intensywniejszej, wiecie już jakiej barwy - zdjęcie tego nie oddaje:D





9 komentarzy:

  1. Ach jak ja lubię czytać Twoje historie. Zawsze utwierdzasz mnie, że nie ja jedyna ciągle z czymś nie zdążam, ciągle czas marnuję na pranie i składanie (dodałabym jeszcze codzienne odkurzanie - generalnie sprzątanie) i gotowanie. Po drodze praca zawodowa. I to wystarczy do poczucia, że Syzyf powinnam mieć na imię ;) Ramki bardzo ładnie wyszły i budzik też :) A taborety o niebo lepiej, gdy są białe. Wyglądają jak nowe :) Papa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, odkurzanie, zapomniałam:):)
      Coś mi się wydaje Marlenko, że wiele Syzyfów-ek po świecie chodzi i też mi lepiej jak czytam, że nie jestem jedyna:):) Macham ciepło!:)

      Usuń
  2. Jak dobrze wiedziec, ze nie tylko w moim domu, pranie rosnie..
    A budzik w tym kolorku, jakby taki byl od zawsze;)
    Tez zaposiadam stara ksiazke kucharska, najbardziej nas rajcuje ogladanie zdjec:)
    Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcia, tak!! W naszej oryginalnej starej książce jako dzieciaki uwielbialiśmy oglądać zdjęcia - znam je na pamięć:):) Ściskam:)

      Usuń
  3. Nie miej wyrzutów :)) Więcej spokoju życzę, pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  4. no cóż kochana zawsze przed Świętami jest mnóstwo roboty....ja pół soboty sprzątałam a i tak jeszcze tyle do zrobienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O matko!! U Ciebie identycznie jak u mnie! I pranie tak samo rośnie!
    Pozdrawiam i życzę...chwili oddechu przy kawce

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja córka ma 11 miesięcy.....ogarniam się od jakiś dwóch.....no może ogarniam się to za duzo powiedziane hahahhahaha kurcze jak dobrze wiedzieć, że nie tylko ja sprzatam, gotuję, piore......:) i cały czas wydaje mi się, że i tak jest jak było ehhhhh

    OdpowiedzUsuń
  7. Taboreciki zdecydowanie lepiej wyglądają jako białe ;-)))

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...