Zauważyłam, że im rzadziej człowiek pisze tym... jeszcze rzadziej człowiek pisze. Litery się nie kleją, aparat w ręce nie leży, czas ciągle nie sprzyja... A mija;)
Tym sposobem zimowe "jutro" okazuje się być czerwcową sobotą:)
Na Kwiatowej coraz kwietniej, to chyba najpiękniejszy czas.
Trawa wciąż pełna stokrotek, kwitną irysy, piwonie, otwierają się pierwsze róże - te przed domem spowite gęstą zielenią jaskółczego ziela. Dobrze im tak razem więc nie ingeruję w przyrodę, nie usuwam - niech rosną skoro tak im pasuje.
Przed domem rozsiały się też goździki. Moje ulubione, babcine... Pamiętam, jak kolorowym kobiercem kwitły w ogródku mojej babci a później całymi dniami stały w wazonie nic a nic nie tracąc z urody. No więc mam je i ja. I też w wazony wkładam:)
Biała róża jeszcze w pąkach, za to jaskółcze ziele (to te żółte kwiatki) gęste niczym puszcza;) Goździki też niczego sobie:)
Róża pod kuchennym oknem, jeszcze dzień - dwa...
Miłej niedzieli!:)