poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Niedziela, skansen i pavlova

Niedzielne przedpołudnie. 
Skorzystaliśmy z przerwy w opadach deszczu i pojechaliśmy podeptać po skansenie w Chorzowie.
Zdążyliśmy w sam raz! Końcóweczka była biegiem, biegusiem, na szczęście pierwsze ciężkie krople zastały nas u drzwi samochodu;) 
Nie będę Was tu zamęczać obrazkami bo - wiadomo - w skansenie zawsze jest sielsko:) Wrzucę tylko kilka zdjęć ukwieconych płotów, te zawsze ujmują mnie swoim urokiem:)




Standartowo chłopcy zajrzeli w każdy kąt... Każdy!! Antosia wyciągałam z szopy z wozami, do której wstęp był zamknięty (przynajmniej teoretycznie!) a on przeszedł przez dziurę stworzoną przez jakąś obluzowaną deskę:P
Piotruś podobnie - zaliczył piętro w drewnianym spichlerzu, które było odgrodzone 1. sznurkiem na początku schodów 2. metalową linką w połowie schodów  i 3. drewnianą klapą na samej górze... W dwie minuty! Nie zdążyłam przywyknąć do półmroku panującego w spichlerzu gdy on spokojnie schodził już na dół :D:D


Na tym zdjęciu wyraźnie widać szare chmurzyska... przez chwilę. Zaraz będą czarne!;)


A po powrocie była pavlowa, pełna bitej śmietany, malin i ostatnich tegorocznych porzeczek...
Przepis - wpisuję, dla potomnych i ku własnej pamięci;)


Składniki: 4 jajka, szklanka drobnego cukru, łyżeczka i ciut mąki kukurydzianej (może być ziemniaczana, beza będzie bielsza), łyżeczka naturalnego octu, łyżeczka ekstraktu z wanilii (daję choć można pominąć). Białka ubijam na sztywno, dosypuję porcjami cukier aż będzie biała i błyszcząca (to nie trwa długo, może z minutę...), zmniejszam obroty i dodaję mąkę, ocet i wanilię. Ubijam chwilkę, żeby się wszystko połączyło, wykładam na blachę z folią aluminiową (lub papierem do pieczenia),  rozpłaszczam szpatułką (nie przepadam za grubaśną bezą) i wyżywam się artystycznie (byle szybko!) tworząc na brzegach delikatne esy floresy... Bezę wstawiam do piekarnika nagrzanego do 150 stopni (bez termoobiegu) i od razu po włożeniu zmniejszam temperaturę do 120 stopni. Piekę 1godz 20 min, wyłączam i zostawiam w piekarniku aż zupełnie wystygnie. Na wierzch wykładam ubitą śmietanę (nie słodzę jej!) i owoce, gotowe:)

19 komentarzy:

  1. Pavlova wygląda obłędnie, chętnie zjadłabym choć skrawek:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ja uwielbiam stare wiejskie chaty, jak ja uwielbiam wycieczki do skansenów, jak ja uwielbiam maliny, no i takie bezy ogromniaste! Mmmm :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda cudownie! ślinka cieknie ... dlaczego takie obrazki zawsze atakują mnie wieczorową porą kiedy nie powinnam już myśleć o kawie i słodkim? :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Pavlova sielsko-anielska, aż ślinka cieknie. Przepiękna, a podejrzewam, że była tez bardzo smaczna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam skanseny :) Bardzo często spacerujemy po naszym i nigdy nie mamy dość :)

    Ależ bym zjadła taką pavlovą! :) co za pycha!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam takie sielskie klimaty ! Ciacho wygląda rewelacyjnie!!!!Ale mi smaka narobiłaś na noc ;p

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna wyprawa! a ciacho mniam mniam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham skanseny! Te stare chałupy...stare płoty...stare drewniane koła... Sama ostatnio kupiłam cztery sztuki (wrzuciłam fotki na bloga) i jestem w nich zakochana

    OdpowiedzUsuń
  9. fajne są skanseny :))))
    a ciasto super :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba każdy lubi skanseny , powrócić myślą i duchem do dawnych czasów. Przepis przepiszę ku własnej pamięci - dziękuję nie robiłam jeszcze takiego ciasta. . Ciacho wyszło wykwintne. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  11. Och, pavlova, mniam....
    I mowisz, ze udaje sie bez termoobiegu?! Musze sprobowac!
    Pozdrawiam
    A

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam skanseny i ich klimat:) Nie robiłam jeszcze pavlovej, ale wygląda tak pysznie, że się skuszę;)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  13. w skansenie to bym najchętniej zamieszkała....

    OdpowiedzUsuń
  14. Skanseny maja swój urok! Niepowtarzalny....Twoja Pavlova...no niesamowicie wygląda....nie mogę się jakos zmobilizować,żeby ją zrobić.....

    OdpowiedzUsuń
  15. Też ostatnio zaliczyliśmy wycieczkę do skansenu, nasz Jasiek był tam dwa lata temu, więc większości już nie pamiętał. Latał więc przeszczęśliwy i też zaglądał w każdy kąt:)))
    A co do Pavlowej... jakoś tak zawsze mam stracha spróbować ją upiec...
    Czytając Twój przepis wydaje się to o wiele łatwiejsze, więc może...:)

    OdpowiedzUsuń
  16. No i fajnie, że dzieciaki tak nieskrępowanie odkrywają świat. Chociaż dla nas - rodziców, może to być kłopotliwe :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziś skorzystam z przepisu - dziękuję :) Pozdrawiam, Ania z Maronkowa.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zabierz mnie ze sobą;) Ale bym sie wspaniale zresetowala cudownie

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...